sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 12 „Ganiasz"

Dla Juli Verdas ;*
  
Leon
Ni stąd, ni zowąd dziewczyna pchnęła mnie tak, żebym się położył na jej łóżku, pocałowała mnie namiętnie (choci nie trwało to długo) i ułożyła się na nim tak, aby móc się we mnie wtulić.

Violetta 
Film skończył się tak około 24 szczerze sama nie wiem, nie patrzyłam się na zegarek. Ruszyłam do szafy w celu wybrania pidżamy. Leona zostawiłam w pokoju i pobiegłam do łazienki, wparowałam do pomieszczenia i zakluczyłam drzwi. Zdjęłam ubrania i bieliznę, wrzuciłam je do kosza na brudy, ubrałam na siebie piżamkę i wróciłam do pokoju. Chłopak leżał na łóżku gotowy do snu i przeglądał coś w telefonie. Podeszłam  do miękkiego posłania i położyłam się koło szatyna, kiedy ten mnie zauważył uśmiechnął się i okrył nas kołdrą, a ja wtulam się do niego. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, aż Morfeusz zabrał nas do siebie.

*** Następny dzień ***
Obudziłam się i zobaczyłam koło mnie Leona, opatulającego mnie rękami jak jakaś roślina. Odkryłam się i wygramoliłam z objęć szatyna. Usiadłam na łóżku i popatrzyłam się na chłopaka... Aww... Ale on jest słodki kiedy śpi... Wlepiałam swoje brązowe oczy w niego jeszcze z jakieś 3 minuty i ruszyłam w kierunku mojej dotychczasowej ,,garderoby". Teraz śpię w pokoju gościnnym, Camila również, a Fran i Lu w jednym pokoju. Robiłyśmy losowanie, wygrałam najlepsze pomieszczenie gościnne. Dzisiaj jest sobota więc postawiłam na coś wygodniejszego i pasującego do pogody. Pobiegłam do łazienki, zamknęłam ją na klucz i zdjęłam dzisiejszą pidżamę. Ubrania podniosłam z ziemi i położyłam na szafce. Weszłam do kabiny i odkręciłam kurek z ciepłą wodą, która mnie opatuliła, na rękę nalałam brzoskwiniowy żel i wtarłam go w moje ciało. Głowę umyłam arbuzowym szamponem, spłukałam pianę i wyszłam na dywanik, owinęłam ciało puchatym ręcznikiem i zaczęłam suszyć moje włosy. Kiedy już skończyłam je suszyć ubrałam się w czystą bielizną oraz wcześniej uszykowany komplet. Rozczesałam kudły, lekko pokręciłam, a na twarzy zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do kuchni. W domu nie ma nikogo, pewnie wyszły, a nie wyszli, bo u Cams był Broadway. Jest 11:00 więc co dziwić. Postanowiłam zrobić tosty. Kiedy śniadanie było gotowe położyłam je na tackę, do tego doszły też różne dodatki i 2 szklanki soku pomarańczowego. Z gotowym posiłkiem wróciłam do swojego pokoju, tackę postawiłam na szafkę nocną i podeszłam do mojego śpiocha. Pocałowałam go w usta
- Dzień dobry śpiochu. - szepnęłam mu do ucha.
- Dzień dobry księżniczko. - odpowiedział przecierając oczy.
- Mam dla nas śniadanie. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Ooo... Jak miło. - odwzajemnił mój uśmiech.
Walnęłam się koło niego na łóżko i wzięłam do rąk tackę. Zaczęliśmy pałaszować jedzenie. Wzięłam brudne naczynia i zeszłam na dół gdzie wsadziłam je do zmywarki w kuchni. Wróciłam schodami na górę i ruszyłam do pokoju. Gdy się w nim znalazłam podeszłam do chłopaka i wykorzystując to, że stoi do mnie tyłem wskoczyłammu na barana i pocałowałam w policzek. Ten zrzucił mnie z siebie na łóżko i zaczął łaskotać.
- Leeeon prezeeestań.- zaczęłam go błagać nie przestając się śmiać.
- A co za to będę miał? - zapytał poważnie dalej mnie łaskocząc.
- To.- rzuciłam i musnęłam lekko jego usta.
- No ok może być.- odpowiedział z uśmiechem. Przestał mnie gilgotać i wstał na równe nogi. 
Ja go tknęłam w ramię, krzyknęłam
- Ganiasz! - i zwiałam do pokoju Fran zostawiając go samego.
Zamknęłam drzwi tak, że by się nie domyślił gdzie się schowałam i ukryłam się w szafie na samym końcu.
Usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi do tego pokoju. No nie to na pewno Leon. Wyjrzałam przez lukę w niedomkniętych drzwiach szafy i go zobaczyłam. Powolutku i bez dźwięcznie otworzyłam drzwi konstrukcji, podeszłam na paluszkach do szatyna i go przytuliłam od tyłu. Zdezorientowany chłopak obrócił się do mnie przodem, a gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i mnie przytulił.
- Leoś co robimy? - zapytałam trzepocąc rzęsami.
- Może pójdziemy do kina? - zaproponował.
- Jasne chodźmy. - odpowiedziałam i pociągnęłam chłopaka na dół. Kiedy zamknęłam i zakluczyłam drzwi ruszyliśmy w stronę wybranego miejsca.
- Leon! - krzyknął ktoś, a raczej jakaś dziewczyna. Odwróciłam się i zobaczyłam szatynkę biegnącą w naszą stronę. 
- Stef? To ty? - zapytał Verdas.
- Tak, a kto inny? - zaśmiała się i rzuciła mu się na szyję.
Ja nie mogłam na to patrzeć i zaczęłam biec w stronę parku. Łzy same cisnęły mi się do oczu.
 Nie mogłam uwierzyć, że ta dziewczyna może mi go odebrać. Słyszałam krzyki - chyba Leona. - pomyślałam.
- Violetta poczekaj! - krzyczał za mną.
- Po co? Idź do tej całej Stef ! - wykrzyczałam dławiąc się łzami.
 Nic nie usłyszałam, ale za to zobaczyłam przed sobą zielonookiego. 
- Violetta to nie jest tak jak myślisz! - mówił patrząc prosto w moje zapłakane oczy. 
- Na pewno ? To kto to jest? - zapytałam dając upust łzom.



- To Stef moja kuzynka z Paryża. - wyjaśnił, a mi zrobiło się lżej na sercu.
- Przepraszam... Bałam się, że ona mi cię zabierze. - powiedziałam zawstydzona.
- Już dobrze . Idziemy do tego kina? - zadał mi pytanie.
- Tak chodźmy.  -odpowiedziałam wycierając policzki z tuszu.
Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę kina.
    Na miejsce dotarliśmy po 15 minutach. Wybraliśmy film (oczywiście horror, bo jak inaczej z Leonem?) i zapłaciliśmy za bilety.

****
Leon
Siedzimy w kinie od 20 minut, a ja już o czym innym, a dokładniej o urodzinach szatynki. Są za dwa dni i Feder obiecał, że mi pomoże razem z Ludmiłą, Francescą i Camilą oraz Maxim, Marco i Diego. Jeszcze dokładnie nie wiem co jej kupię, ale to się jutro załatwi. Mam pomysł, ale nie wiem czy na pewno to zrobię... Usłyszałem cichy pisk mojej dziewczyny.
- Vilu nie bój się jestem z tobą. - dodałem jej otuchy.
- Dobrze... - uśmiechnęła się do mnie.

****
Wychodzimy właśnie z sali kinowej. Dziewczyna kurczowo trzyma moją rękę... Pewnie dalej się boi... Wyszliśmy z budynku
- Vilu jak ci się podobało? - zapytałem.
- Był yy... dobry. - powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Bałaś się? - znowu poleciało z moich ust pytanie.
- Taak... - zająkała się słodko przygryzając wargę.
No nie przecież wie jak to na mnie działa...
- Vilu warga... - powiedziałem
- A może ja chcę? - zapytała... znowu przygryzła wargę.
Nie mogłem wytrzymać i wziąłem jej twarz w dłonie i namiętnie pocałowałem, ona bez zastanowienia oddała moją pieszczotę, staliśmy w miejscu i tylko nasze wargi poruszały się w szalonym tańcu. Kiedy poczułem, że jej usta wykrzywiają się w uśmiech dołączyłem do naszego pocałunku mój rozgrzany język ona również dodała swój. Kiedy się oderwaliśmy nasze czoła stykały się, oddechy były nierówne, na ustach gościły szerokie uśmiechy, a serca biły w szalonym tempie powoli się uspokajając.
- Gdzie teraz? - zapytałem.
- Może na lody? - zaproponowała brązowooka.
- Tak to dobry pomysł. - pocałowałem ją w nosek i ruszyliśmy w stronę budki z przysmakami.

****
Hejka <3
Witam was w ten sobotni wieczór ^^
Jak wiecie chyba z on shota wracam do was i nie mam zamiaru uciekać ;D
Tak oto prezentuję wam dwunastkę *-*
Mam nadzieję, że wam się podoba ;*
Myślę, że taka długość was zadowala xDD
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 
Ciao <3
Nati ♥♥♥

 

niedziela, 22 listopada 2015

On Shot ,,Miłość? Tego słowa nie ma u mnie w słowniku"

Młoda szatynka... Nie wierzy w miłość, a może jednak... Mimo iż ma znajomych, jedynym jej wsparciem jest jej kuzynka - Ludmiła. Mieszka w Argentynie, a dokładniej w Buenos Aires. Pewnie spytacie dlaczego nie wierzy, albo nie che się przyznać, że wierzy w tak magiczne uczucie jakim jest miłość. Przeczytajcie, a się dowiecie...

Hej jestem Violetta, mam 18 lat. Moją przyjaciółką jest najbliższa mi Ludmiła. Uwielbiam muzykę... Nie mam rodziców, zmarli kiedy miałam 3 lata, tak właśnie spędziłam 15 lat z Lu. Uwielbiam ją potrafi jako jedyna mnie zrozumieć w 100%. Mam jeszcze paru znajomych takich jak Francesca, Camila, Naty, Maxi, Broadway i Feder oraz jego brat, którego nie lubię - Leon. To samolub... Ugh... Muszę go codziennie znosić! Trudno... Koniec. Przejdę do dzisiejszego dnia. Wstałam jak zwykle z łóżka, podreptałam do swojej garderoby i wybrałam odpowiedni na dziś komplet. Powolnym krokiem wlokłam się do łazienki. Kiedy byłam w odpowiednim pomieszczeniu zakluczyłam drzwi i odłożyłam ciuchy na szafkę. Zdjęłam brudną pidżamę i wrzuciłam ją do kosza na pranie. Moje ciało przeszedł niemiły dreszcz kiedy zdjęłam kapcie i boso ustałam na kafelkach (jestem przyzwyczajona do tego, że staje na miękkim dywaniku). Szybciorem wskoczyłam na fioletowy miękki materiał i weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam korek z zimną wodą, żeby trochę się orzeźwić i zaraz uregulowałam ją do temperatury letniej. Na rękę nalałam żel o zapachu kiwi i wtarłam go w moje ciało. Włosy umyłam szamponem jabłkowym i spłukałam niepotrzebną pianę. Kiedy poczułam miękki materiał dywanika pod stopami uśmiechnęłam się do siebie leciutko. Ciało opatuliłam fioletowym, puchatym ręcznikiem i suszarką wysuszyłam moje kasztanowe włosy, na których końcówkach widnieje blond ombre. Związałam je w niechlujnego koczka i zrobiłam lekki makijaż. Założyłam różową, koronkową bieliznę, a na nią wcześniej przyniesione ubrania. Są wakacje, uwielbiam te dwa miesiące w roku. Zeszłam po schodach na dół i skierowałam się do kuchni, zrobiłam sobie płatki zbożowe z jogurtem zjadłam je i wróciłam na górę, żeby obudzić Luśkę bo umówiłyśmy się z naszymi znajomymi i Verdasem, który jest tylko kumplem Ludmiły. Jesteśmy zmówieni, że wszyscy będą u nas w domu na jedenastą jeżeli chcę, żeby moja kuzynka się wyrobiła to trzeba ją obudzić o 9:00. Podeszłam do drzwi dziewczyny i otworzyłam je, podeszłam do łóżka na którym jeszcze spała Ferro.
- Lu, wstawaj jest dziewiąta, a ty chyba chcesz się wyrobić na jedenastą co nie? - szepnęłam jej na ucho, ta momentalnie wstała z łóżka i podeszła do garderoby, z której wyjęła komplet i kiedy była już za drzwiami pokoju usłyszałam ,,Dzięki Vils". Można było również usłyszeć zamykanie drzwi do łazienki. Ja zeszłam na dół do salonu, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Leciała jakaś nudna telenowela więc ją przełączyłam na TVN, akurat leciał mój ulubiony serial ,,Szkoła". Usadowiłam się wygodniej i zaczęłam oglądać.
     Nim się obejrzałam była już 10:35. Usłyszałam stukot szpilek i zobaczyłam Ludmiłę. Pobiegłam do pokoju po torebkę i wróciłam spowrotem na wcześniejsze miejsce. Nie minęło 10 minut, a pan szanowny Verdas (wyczujcie ten sarkazm :'D) był już u nas z Federico. Podszedł do mnie i pocałował w policzek, poczułam przyjemne mrowienie w miejscu, w których spoczęły wargi zielonookiego. Kiedy mi się przypomniało, że to zwykły dziwkarz, otrząsnęłam się i popatrzyłam na niego jak na idiotę. On wykorzystując chwilę zagadał
- Ej mała nie wierzysz w miłość, czy co? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Miłość? Tego słowa nie ma u mnie w słowniku, a ty co o tym uczuciu gadasz? - zapytałam mrużąc oczy.
- Eee... nic tylko tak pytam, bo nigdy nie słyszałem, żebyś miała chłopaka... - wytłumaczył się.
- Aha. - skwitowałam z wymuszonym uśmiechem. Lu weź go z tond! krzyczałam w myślach. A no tak panna Ferro flirtuje z Pasquarellim... - prychnęła moja podświadomość.
- Tak w ogóle gdzie dziś jedziemy? - zapytałam. Byłam bardzo ciekawa.
- Nad jezioro. - oznajmił szatyn z tym swoim łobuzerskim uśmiechem. Ja nic nie odpowiedziałam tylko popędziłam do pokoju i zakluczyłam drzwi, po czym zdjęłam z siebie ubrania oraz bieliznę. Zamiast tego założyłam bikini i inny zestaw, bardziej pasujący na plaże. Na dole zobaczyłam już wszystkich. Ruszyłam do kuchni po sok i wróciłam do pokoju, z którego wzięłam torbę i spakowałam do niej: ręcznik, szczotkę, lusterko, kosmetyczkę, telefon, portfel, bieliznę, piżamę i sukienkę. Zbiegłam na dół i zatrzymałam się przy kanapie.
- Jedziemy? - spytałam.
- Okej tylko wezmę koszyk z jedzeniem i możemy jechać. - blondynka ruszyła do kuchni i po chwili wróciła z prowiantem.
- Ze mną jadą Naty i Cami oraz nasz nowy znajomy Diego. - postawił nas przed faktem dokonanym Maxi i wyszedł z Rico i Torres.
- No to my też chodźmy. - powiedział Verdas.
   Gdy wyszliśmy na dwór zobaczyłam nieznanego mi chłopak. To pewnie ten Diego. Fran, Feder i Lu usiedli z tyłu więc byłam zmuszona jechać z przodu. Szatyn wrzucił torby i inne rzeczy do bagażnika. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy lecz Leon postanowił ją przerwać.
- Będziemy jechać tam jeden dzień, a zostaniemy jakieś 7 lub 14. To zależy. - oznajmił z lekkim uśmiechem.
- Aha, a będzie postój? - zapytałam.
- Nie od razu jedziemy na miejsce. Na noce zostajemy w hotelu, w którym mamy zarezerwowane 5 pokoi. Dwa z łóżkami 2-osobowymi i trzy z 2 łóżkami pojedynczymi. - wytłumaczył mi.
- Aha. Jak będziemy na miejscu to mi powiedz. - oznajmiłam i włożyłam słuchawki do uszu.
      Poczułam szturchnięcie, a kto to był? No jasne, że Verdas...
- Dojechaliśmy. -  wyjaśnił powód dla, którego mnie szturchnął.
Wysiedliśmy z samochodu i wzięliśmy nasze rzeczy. No nie! Nie wierzę, przecież ja mam tylko jedną piżamę, bieliznę i sukienkę. Musimy z Luśką iść na zakupy. Blondynka wusiadła z pojazdu, a ja od razu do niej podbiegłam.
- Lu musimy iść do sklepu! Ja mam tylko pidżamę, bieliznę i jedną sukienkę! - jęknęłam na jednym tchu.
- Miałam powiedzieć ci to samo. - zaśmiała się.
- Ok to idziemy jak wylosujemy pokoje? - zapytałam.
- Tak chodź. - pociągnęła mnie za rękę w stronę hotelu.
Weszłyśmy do budynku, a tam stali już nasi znajomi.
- Stało się coś? - zadała pytanie Ferro.
- Ehh.. Mamy 4 pokoje z łóżkami 2-osobowymi i 1 z łóżkiem jednoosobowym. - oznajmiła Naty.
- Dobra losujemy! - krzyknęła Włoszka.
Federico wyciągnął jakąś torebkę i wrzucił do niej kartki z numerami pokoi.
      Wsadziliśmy ręce i losowaliśmy. Kiedy wszyscy mieli kartkę w rękach otworzyliśmy je.
- Ja mam pokój numer 170. - mówiła z uśmiechem Francesca.
- Ja też mam 170. - powiedział Diego jak się nie mylę.
Lu podbiegła do mnie.
- A ty jaki masz numer? - jak zawsze ciekawska.
- 169. - powiedziałam.
Spojrzałam na wszystkich, każdy stał w parze z kim ma pokój. Podeszłam do Cami.
- Cams jaki masz numerek? - chyba za dużo czasu spędzam z Ludmiłą.
- 168. - o nie! Tylko nie Verdas!
- To widzę, że mamy pokój razem. - powiedział tym wspaniałym głosem.
O Boże ogar Violka! Toć to twój wróg! I do tego dziwkarz!
- No tak. - powiedziałam najbardziej obojętnym tonem na jaki mogłam się wysilić.
- Chodźmy do pokoi i jak się rozpakujemy idziemy nad jezioro! - rozkazała moja kochana kuzynka. Podeszłam do niej i szturchnęłam.
- Lu miałyśmy iść na zakupy. - szepnęłam zła.
- No wiem... Pójdziemy jutro obiecuję. - odszepnęła.
- Dobra. - odpowiedziałam zrezygnowana.
Ruszyliśmy do pokoi i to co zobaczyłam zamurowało mnie.

Salon

Kuchnia

Sypialnia

Łazienka

To jest najcudowniejszy hotel pod słońcem w jakim byłam. Swoje rzeczy, które mam czyli sukienka, piżama i bielizna ułożyłam do szafy, a resztę przedmiotów wzięłam ze sobą. Czekałam tylko na szatyna.
- Idziemy? - zapytałam kiedy wyszedł z łazienki.
- Tak chodź. - odpowiedział.
Szliśmy w ciszy, gdy byliśmy na miejscu zeszła zaraz reszta paczki. Ruszyliśmy na plażę, szłam koło Camili. Na miejsce doszliśmy po 5 minutach, rozłożyliśmy ręczniki, chłopcy od razu zdjęli zbędne im części ubrań i wbiegli do wody. My zostałyśmy na ręcznikach i się opalałyśmy.
- Ej Vilu jak wy będziecie spać z Verdasem? - zapytała Fran.
- No właśnie nie wiem... - nie dane mi było skończyć.
- Ej! A może pójdziemy popływać? - zapytała moja kuzynka.
- Jasne chodźmy! - pisnęła Cams i pociągnęła mnie do wody.
      Bawiłyśmy się świetnie kiedy poczułam, że ktoś mnie podnosi. O mój Boże jakie ma mięśnie! Ale jest też w sam raz do przytulania... Spojrzałam gdzie mnie ten chłopak niesie i zaczęłam piszczeć, ponieważ niesie mnie na głębszą wodę. Moje oczy uniosły się na twarz ktosia
- Leon puść mnie! - piszczałam.
 Zauważyłam, że reszta dziewczyn też jest niesiona przez chłopaków, a Cam dalej siedzi na brzegu. No tak nie ma z nami Broadwaya i nie ma kto jej nieść. Kiedy miałam wody po szyję ten przygłup Verdas mnie puścił. 
- Ja! Ja nie umiem pływać! - wrzasnęłam na ostatnim tchu. Potem była już tylko ciemność.
       Powoli otworzyłam oczy, byłam na ręczniku, a koło mnie siedział zielonooki.
- Co się stało? - zapytałam.
- Podtopiłaś się i to moja wina! - oznajmił zdołowanym głosem.
- Ej nic się nie stało. - uniosłam na jego twarz moje brązowe oczy. Łał pierwszy raz widzę go w takim stanie.
- Nic się nie stało? Przecież mogłaś zginąć! - krzyknął. Ja nic nie odpowiedziałam tylko wbiłam się w jego usta z taką zachłannością, że sama nie mogłam uwierzyć, że tak potrafię. Ten zdziwiony oddał mój pocałunek pogłębiając go. Całowaliśmy się bez opamiętania, nasze usta poruszały się jak w tańcu. Kiedy nam zabrakło powietrza oderwaliśmy się od siebie, nasze czoła się stykały, na ustach były szerokie uśmiechy, a serca biły jak szalone.
- Co to było? - zapytał z dziwnym wyrazem twarzy.
- Pocałunek. - odpowiedziałam.
- Czyli zakochałaś się we własnym wrogu? I do tego kimś kto jest dziwkarzem? - zapytał mrużąc oczy.
- No tak. - odpowiedź moja jest pewna i zdecydowana.
Mimo iż nigdy tego nie okazywałam... Właśnie dlatego go nienawidzę, za to że się w nim zakochałam.
- Dla ciebie jestem w stanie się zmienić. Dajesz mi tą siłę... Obiecuję zmienię się z miłości do ciebie. - oznajmił poważnie.
- To dobrze... - cmoknęłam jego wargi jeszcze raz. 

            *** 4 lata później *** 
Jest Wigilia jeden z najpiękniejszych dni... Razem z Leonem mamy rocznego synka - małego Jorge. Spodziewam się też kolejnego dziecka, ale ani Verdas ani nikt nic nie wie, dzisiaj na kolacji im powiem. Będą wszyscy Broadway i Cami, Diego i Fran, Fede i Lu oraz Maxi z Naty. Ja z Leonem dwa lata temu się pobraliśmy, Cami i Brod są zaręczeni, tak samo jak Fran z Diego i Naty z Maxim. Lu i Fede pobrali się około 6 miesięcy temu. Luśka również jest w ciąży, ale w 3 miesiącu... Kolacja jest gotowa tylko gości brakuje... Jest jeszcze dziesięć minut, biegiem ruszyłam do łazienki, zrobiłam makijaż i ułożyłam włosy. Z pomieszczenia od razu skierowałam się do pokoju mojego i szatyna. Założyłam wcześniej wybrany komplet i zeszłam na dół. Po całym domu rozległ się stukot moich szpilek. Verdas wyszedł z łazienki na dole, a kiedy mnie zauważył uśmiechnął się szeroko
- Ślicznie wyglądasz kochanie. - skompletował mnie i pocałował w zaróżowiony policzek. Spojrzałam na dywan, na którym bawiła się nasza pociecha.
- Wiesz, że was kocham? - zapytał.
- Wiem. - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, kręcąc pupą podeszłam do nich, lubię drażnić zielonookiego. Kiedy usłyszałam jęk szatyna zachichotałam cicho i otworzyłam drewnianą konstrukcję.
- Hej Lu! Hej Fede! - przywitałam się z dziewczyną całusem w policzek, a z Pasquarellim piątką. To już taka nasza tradycja. Weszliśmy w głąb domu kiedy usłyszałam znowu dzwonek. Wyjrzałam za drzwi i zobaczyłam państwo Verdas pewnie przyszli po Jorge.
- Proszę wejdźcie małego zaraz ubiorę i wezmę najpotrzebniejsze dla niego rzeczy. - oznajmiłam z miłym uśmiechem. Ruszyłam do pokoju Jorgusia i wzięłam kilka zabawek i innych potrzebnych rzeczy. Zeszłam na dół i ubrałam malucha. Wzięłam chłopca na ręce i zaniosłam rodzicom Leona.
- Leon, albo ja przyjedziemy po niego. - powiedziałam podając Veronice (mamie szatyna) Jorge. 
- Dobrze, pa Violu. - pożegnała się ze mną i wyszła razem z mężem z naszej posiadłości. 
Kiedy małżeństwo opuszczało nasz dom przyszła reszta znajomych. Przywitałam się z nimi i zaprowadziłam do salonu.
- Mogę prosić o chwilę ciszy? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedzieli chórem.
- No to... - zrobiłam krótką przerwę - jestem w ciąży! - dokończyłam piszcząc.
-Boże! Kochanie nawet nie wiesz jak się cieszę! - krzyczał radośnie Leon, obkręcając mnie wokół własnej osi. Kiedy mój mąż odstawił mnie na ziemię, podbiegły do mnie dziewczyny i zaczęły ściskać. Chłopcy gratulowali Leonowi i  potem role się zamieniły. Po skończonych gratulacjach zasiedliśmy do stołu.
          Jestem już przebrana w piżamę, czekam na Leona i Jorge. Przeszukuje różne portale społecznościowe i nagle słyszę otwieranie się drzwi. Unoszę swój wzrok znad białego Macbooka i mój wzrok powędrował na mojego Mikołaja i jego małego pomocnika. Wstałam z łóżka i podeszłam do moich chłopców.
- Kocham was. - powiedziałam i przytuliłam się do moich skarbów. Już nie mogę się doczekać przyjścia na świat naszej drugiej pociechy.

Violetta nigdy by nie pomyślała, że jej losy tak się potoczą... Jest szczęśliwa, ponieważ znalazła miłość swojego życia oraz przyjaciół, na których może zawsze liczyć. Morał z tej bajki jest pewnie każdemu znany ,,Od nienawiści do miłości jeden krok"
 ****
Hejka kochani ;* 
Wielki powrót? Tak ^^ Sama się z tego niesamowicie cieszę :D Na początek taki oto On Shot dla was xDD Rozdział powinien pojawić się w poniedziałek lub piątek (albo może jeszcze w inny dzień tygodnia :'D) W sumie to taki On Shot na powrót i z okazji 2052 wyświetleń na blogu *-* Tak baaardzo was kocham <3 Czekajcie na rozdział bo na pewno się pojawi ;D Ocenkę pozostawiam wam ;) 
Bez korekty xD Ewentualne błędy poprawię kiedy indziej ;)
Kocham 
Całuję i
Pozdrawiam :*
Nati ♥♥♥


sobota, 14 listopada 2015

Zawieszam


Tak bardzo was przepraszam ;c 
 Znowu przychodzę do was...
Po tytule możecie wywnioskować, że muszę zawiesić bloga...
Nie wiem na ile... Pewnie zastanawia was dlaczego muszę was zostawić....
Niestety moja mama dowiedziała się o tym rozdziale +18 i nie mam dostępu do internetu... oraz zakaz na pisanie bloga ;c a sama w to nie mogę uwierzyć... Jeden rozdział spieprzył mi życie i pasję... Teraz tego żałuję, że on tam się wogle znalazł... W oczach mamy straciłam... U nauczycielki od matmy też... I do tego dochodzi jeszcze moja wychowawczyni i tata...
Sama teraz widzę jaką głupotę popełniłam przez to, że zachciało mi się tego :/ Tyle planów i nadzieji na to, że zajdę tak wysoko jak inne blogerki... Najpierw 1000 wyświetleń, potem może by było po jakimś czasie 5000... I prawdopodomnie może jeszcze więcej... Teraz to wszystko się zepsuło... Moje mażenia legły w gruzach przez własną głupotę :( No cóż dziękuję, że przynajmniej trochę tego mażenia mogłam spełnić dzięki wam :) Pamiętajncie razem można więcej! I ten blog mi to uświadomił ;* Mam nadzieję, że będziecie czekać... Chociaż nie wierzę w to, że ktoś na mnie poczeka...
Tak bardzo was kocham ♥ Pamiętajcie o tym... 
Mam nadzieję, że dozobaczenia wkrótcę ;D 
          Wasza Nati ♥♥♥

piątek, 6 listopada 2015

Przepraszam!!!



Tak bardzo was przepraszam... Nie będzie dzisiaj rozdziału :c Był by gdyby nie moja pani od matmy... Musiała zabrać mi mój zeszyt w którym piszę w szkole opowiadanie -,-  Do tego dostałam za aktywność na lekcji pałe :o Ale jebać to blog ważniejszy ^^ Był tam chyba najlepszy moim zdaniem rozdział do tej pory xDD (Bo +18 xDD ciii...) Do tego dostanę go dopiero od wychowawczyni dopiero w poniedziałek :'c Sorry, że wam się żale xDD Ale muszę xD Ona chyba se nie wyobraża co tam może być... Mam nadzieję, że więcej nie czytała... W weekend powinien pojawić się on shot, który piszę :) 
                                                                                                             Pozdrawiam
                                                                                                                           Nati ♥♥♥

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 11 ,,No tak!"

Rozdział dedykuję Lence :D

Leon
Podeszliśmy do tablicy ogłoszeń i... Dostałem się! Violetta zawiesiła mi się na szyi i mocno przytuliła. Zobaczyliśmy Federico więc postanowiliśmy zapytać się czy był już przy wynikach.
- Fede i co? - zapytałem z ciekawością wyczuwalną w głosie.
- Ale co, co? - zadał pytanie rozkojarzony...
- No czy się dostałeś do Stud!a... - odpowiedziałem. Pewnie mu jakaś laska w oko wpadła. - powiedziała często wkurzająca mnie podświadomość.
- No tak! - krzyknął radosny Włoch.
- Ykhm... - chrząknęła jakaś blondi... Zaraz, zaraz czy to nie ta co otworzyła mi wtedy drzwi? Chyba tak... 
- O Lu coś się stało? - zapytała moja ślicznotka.
- Nie po prostu przyszłam do ciebie. - powiedziała z uśmiechem skierowanym do Violi.
- Ok to chodź zapoznam cię z Leonem i Federem. - rzekła brązowo oka dziewczyna.
- Hej. - pomachała niepewnie w naszym kierunku Ludmiła.
- Siemka. - mówił z wielkim uśmiechem Federico. Dziewczyna chyba się zarumieniła, ponieważ zakryła twarz burzą blond loków.
- Cześć. - również się uśmiechnąłem, ale normalnie nie tak jak Włoch...
Pewnie w tej się zabujał... - wymądrzała się moja podświadomość.
- Eee... to my z Leonem idziemy pod salę, a wy się zapoznajcie. - oznajmiła moja dziewczyna. Pewnie też zauważyła, że tą dwójkę ciągnie do siebie.
Złapała mnie za rękę i poszliśmy w kierunku sali do śpiewu. Dzisiaj na całe szczęście nie ma zajęć tanecznych... Zabrzmiał nagle dzwonek. Poczekaliśmy chwilę na Fedemiłe - wymyśliłem dla nich taki skrót... - i weszliśmy do sali. 
- Witam was wszystkich... - powiedziała ciepło nauczycielka.
- Dzień dobry. - przywitali się wszyscy równo.
- Dzisiaj mam zamiar podzielić was na duety mieszane. - mówiła ciepłym tonem.
- Naty! Mogłabyś znaleźć jakieś czapki czy coś w tym stylu? - rzekła.
- Dobrze Angie. - mówiła uśmiechając się do kobiety. Dziewczyna wybiegła z sali i za chwilę wróciła z dwiema czapkami.
- Proszę. - podała Angie nakrycia i usiadła koło Maxiego.
Nauczycielka wrzuciła do jednej z nich karteczki w kolorze niebieskim, a do drugiej w kolorze żółtym.
Wyciągnęła pierwszą karteczkę w kolorze żółtym...
- Ludmiła z... - wyjęła kolejną karteczkę tylko, że niebieską. - z Federico.
- Violetta z... - o nie tylko nie z kimś innym jak ze mną ona musi być ze mną w duecie. - z Leonem. Uff... Na szczęście.

****
Angie oznajmiła nam co i jak. Mamy wymyślić piosenkę o miłości...
Lekcja się skończyła 3 minuty temu. Teraz mamy lekcję z Beto... Jest długa przerwa, idę właśnie z Vilu na granity. Koło nas idą Fede i Lu śmiejący się w najlepsze. 
Ja zamówiłem wcześniej wspomniane zamrożone picie, a Fedemiła zamówiła lody.
Usiedliśmy przy wolnym stoliku i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Rozmawialiśmy do 13:40 i wróciliśmy na zajęcia z Beto. Usiedliśmy na krzesłach i słuchaliśmy gadaniny nauczyciela. Cała lekcja tak zleciała. Reszta lekcji zleciała spokojnie.
Wracając do domu zauważyłem, że Viola idzie zamyślona. 
- Hej coś ty taka zamyślona? - zapytałem.
- Myślę o tym jak by tu spiknąć Federa i Luśke. - rzekła z lekkim uśmiechem.
- No widać, że między nimi jest chemia... - oznajmiłem.
- Dobra nie gadj tyle tylko mnie pocałuj. - mówiła z ogromnym uśmiechem.
Nic nie odpowiedziałem tylko wpiłem się w jej usta. Całowaliśmy się tak, aż nie zabrakło nam powietrza, gdy się oderwaliśmy od siebie uśmiechnąłem się do niej szeroko co odwzajemniła. Szliśmy koło siebie nie trzymając się za ręce. Nagle poczułem, że ktoś wskakuje mi na plecy, to była moja księżniczka. Złapałem ją za nogi żeby mi nie spadła. Kurcze nie wiem kiedy ma urodziny... Muszę się zapytać Federico. Urządzę jej taką imprezę, że uhu... Doszliśmy do domu Francesci. Violetta zeskoczyła mi z pleców i pocałowała baardzo namiętnie. Weszliśmy do domu, dziewczyna się upewniła czy nikogo nie ma i wpiła się w moje rozgrzane wargi, popchnęła mnie na kanapę. Usiadła mi na kolanach okrakiem i zaczęła całować baaardzo namiętnie. Zaczęła rozpinać mi koszulę, nagle usłyszeliśmy, że ktoś otwiera drzwi. Szatynka szybko ze mnie zeszła, a ja natychmiastowo zacząłem zapinać koszulę. W drzwiach stanęła rudowłosa z ciemnoskórym chłopakiem. 

****
Siedziałem u dziewczyny w pokoju i czekałem, aż przyjdzie... Postanowiliśmy, że obejrzymy jakiś horror. Viola przyszła z miskami z żelkami, popcornem i jakimiś czekoladkami. Nie wiedziałem, że ona potrafi tyle jeść, przecież jest taka chuda. Nie no nie jest, aż taka chuda jest w sam raz... W każdym razie nie wiem jak ona utrzymuje taką formę...
- Wiesz jaki horror będziemy oglądać? - zapytała.
- Nie wiem może ty wybierzesz... - oznajmiłem.
- Jasne... - odpowiedziała z wielkim uśmiechem.
Włączyła film i zaczęliśmy oglądać. Film mnie za bardzo mnie nie interesował. Wziąłem kilka żelek i zacząłem w nią rzucać. Szatynka wzięła popcorn i tak zaczęła się nasza wojna na żelki i popcorn... Ni stąd ni zowąd  dziewczyna pchnęła mnie tak, żebym się położył a jej łóżku,  zaczęła mnie namiętnie całować...

****
Czećś czołem kluski z rosołem xDD
Podoba wam się rozdział? xDD
Mam nadzieję xDD
Nwm co ja z tym ,,xDD"
Nie lubiem pisać notek... Więc opinię zostawiam wam ;)
Informacje dotyczące konkursu na on shota wstawię później ;D
Ewentualne błędy poprawię później xDD
Bay ;*
Nati ♥♥♥

niedziela, 1 listopada 2015

Najgorszy dzień...

Pewnie nie dziwi was ten tytuł prawda?
Wy też nie możecie uwierzyć, że to już koniec?
Dzisiaj po raz ostatni zamknęły się te drzwi...



To jest... najgorszy dzień mojego życia ;c Oni płakali i ja też...  To niesamowite jak mocna więź nas łączy *o* Pierwszy raz w życiu widziałam jak mój idol Jorge płacze...  No i Samu, Facu i Diego... Oczywiście Tini, Mechi, Cande i Alba też płakały...




Tak bardzo chciałabym przy nich być i powiedzieć, że nigdy o nich nie zapomnimy i, że nie przestaniemy ich kochać... 
Jestem Jorgista ♥ Tinista ♥ Mechista ♥ i długo by wymieniać...

Dziękujemy wam za to, że dzięki wam 
odmueniło się nasze życie ♡♡♡




I mój kochany płaczący Jorge ♥♥


Oraz coś równie wzruszającego ♡♡


~Nati ♥♥♥~





Theme by Violett