niedziela, 8 maja 2016

Miejsce I: One Shot Marta Jabłońska


Ona - Śliczna blondynka, mająca 20 lat i już zmuszona do utrzymania niepełnosprawnego ojca oraz młodszej siostry Mercedes. Nazywa się Martina Stoessel i pracuje w firmie Blanco Company jako asystentka prezesa.
On - Jego arogancja dorównuje prawie wzrostu. Ma 30 lat, mimo ostatniego dzwonka na założenie rodziny woli imprezować i mieć dziewczyny na jedną noc. Jest prezesem w Blanco Company. Nazywa się Jorge Blanco.
Blondynka jak codziennie rano była już w pracy. Odebrała z recepcji listy i zaczęła wypełniać dokumenty. Dochodziła godzina 11 a prezesa dalej nie było. Nagle drzwi windy otworzyły się i wyszedł już na pierwszy rzut oka bardzo zdenerwowany prezes.
- Stoessel za mną do gabinetu - rzucił. - I to już!
Bardzo zdenerwowana weszła za nim do pomieszczenia i usiadła na przeciwko.
- Wiem, że bardzo zależy ci na tej pracy. Dlatego mam dla ciebie propozycje.
- Tak? - zapytała cicho.
- Pojedziesz ze mną do mojej rodziny i będziesz udawać moją narzeczoną. Zapłacę ci za to tyle ile za pół roku pracy.
- Nie ma mowy! Nie będę udawała pana narzeczonej.
- Jeśli się nie zgodzisz możesz szukać nowej pracy, a ja nie zamierzam powiedzieć o tobie żadnego dobrego słowa.
Zaniemówiła. To był szantaż, ale nie mogła odmówić, za dużo od tego zależy.
- Wyjazd jutro o 10, przyjadę po ciebie. A teraz wracaj do pracy.
- Ale przecież... Żeby udawać pana narzeczoną musiałabym coś o panu wiedzieć.
- Wracaj do pracy.
Następny dzień
Punktualnie o 10 pod dom Stoessel podjechał samochód, w którym siedział jej szef. Dzisiaj wyjątkowo nie był w garniturze. Miał żółtą koszulkę i granatowe jeansy.  Wysiadł z samochodu i pomógł Martinie włożyć walizkę do bagażnika. Wsiedli do pojazdu, gdzie panowała nie przyjemna cisza.
- Właściwie to dlaczego w tak młodym wieku poszłaś do pracy? - przerwał ciszę.
- Mój tata miał poważny wypadek i jest na wózku, a mama nie żyję. Muszę utrzymywać mnie, jego i moją młodszą siostrę Mercedes.
- Aha.
- Może powiedziałby mi pan o swojej rodzinie? Mam w końcu udawać pana narzeczoną.
- Moja mama nazywa się Veronica, a tata Christopher, ale najlepiej będzie jak w ogóle nie będziesz się odzywać.
Minęło 30 minut drogi, a Tini z minuty na minutę czuła się coraz gorzej.
- Mógłby się pan zatrzymać.
- Ta - powiedział mało zadowolony i zjechał na pobocze.
Martina szybko wysiadła z samochodu. Zrobiła kilka kroków, a złapanie oddechu stawało się dla niej coraz cięższe. Wkrótce jej nogi również odmówiły posłuszeństwa, zsunęła się na ziemię, a jej oczy zakrył czarny obraz. Zemdlała. Obudziła się kiedy była już w samochodzie.
- Jesteś na coś chora, może uczulona? - zasypał ją masą pytań.
- Może przez to, że musiałam bardzo wcześnie wstać.
- Dlaczego?
- Musiałam przygotować i zaprowadzić Mechi do szkoły i pomóc tacie.
- Weź to i załóż na palec, to będzie twój pierścionek zaręczynowy - podał śliczny pierścionek.
Zakładając stwierdziła, że jest sporo za duży. Pokazała mu rękę.
- Kurwa, na Blair był dobry.
Po chwili byli pod domem rodzinnym Blanco. Jorge jako gentleman zgasił samochód, obszedł go i otworzył drzwi Tini. Pod drzwiami Chwycił ją w tali. Drzwi otworzyła im średniego wzrostu, jednak bardzo piękna kobieta. Mama Jorge.
- Dzień dobry - powiedziała Martina i nieśmiało podniosła kąciki ust.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się szczerze i przytuliła dziewczynę. - Cieszę się, że w końcu mogłam cię poznać.
- Ja też się bardzo cieszę.
Zaraz potem wychylił się ojciec.
- Christopher - podał jej rękę.
- Martina - wyciągnęła dłoń.
Z kuchni wyszła gosposia. Od razu podeszła i przytuliła kobietę.
- Zapraszam na obiad.
Wszyscy przeszli do jadalni. Tam był już posiłek. Każdy oprócz Tini wziął się za jedzenie.
- Nie smakuje ci? - zapytała mama Jorge.
- Smakuje, jest pyszne tylko nie jestem głodna.
- A ty coś w ogóle jesz? Wyglądasz jak anorektyczka - bezczelnie stwierdził jego tata.
Dziewczynie od razu przypomniała się sytuacja z gimnazjum. Wtedy to wszystko się zaczęło, nic nie jadła. To nie jedna rzecz, która została jej do tej pory. Oczy się jej zeszkliły, wyszła z jadalni.
- Pójdę za nią - powiedziała rodzicielka Jorge i wyszła.
Znalazła ją na dworze. Położyła jej dłoń na ramieniu.
- Coś się stało? Pamiętaj mi zawsze możesz powiedzieć.
- Po prostu ja nie potrafię - szlochała, a łzy same jej płynęły. - Ja nie potrafię normalnie jeść.
- Dlaczego?
- W gimnazjum nie byłam szczupła, wszyscy mi dokuczali. Ja zaczęłam nie jeść, stałam się jak kościotrup - teraz płakała już na dobre.
Obie nie zauważyły, że w drzwiach stoi Jorge.
- Może się przejdziemy? - zapytała jego mama.
- Czemu nie.
Obie odeszły w stronę lasku.
- Ile właściwie masz lat?
- 20.
- A kiedy poznaliście się z moim synem?
- Około półtora roku temu.
- Przepraszam, że cię tak wypytuję ale dlaczego nie poszłaś na studia tylko do pracy?
- Mój tata miał poważny wypadek i jest na wózku, a mama nie żyję. Muszę utrzymywać mnie, jego i moją młodszą siostrę Mercedes.
- Dajesz radę?
- Muszę, nie mam innego wyjścia.
Po około 40 minutach wróciły do domu. Tini od razu udała się do pokoju, w którym będzie spać. Był tam już Jorge.
- Gdzie byłaś? - spytał z wyrzutami.
- Na spacerze z pana mamą.
- Chcesz wszystko popsuć?! Miałaś z nikim nie rozmawiać!
- Uważa pan, że nie myślę?! Jeśli tak to się pan myli! - wyszła z pomieszczenia, a następnie domu i udała się do pobliskiego lasku.
Kiedy wróciła było po 24.
- Gdzie byłaś skarbie? - zapytała mama Blanco z troską.
- Zasiedziałam się w lesie.
- Pokłóciliście się z Jorge?
- Trochę się posprzeczaliśmy.
Nagle do kuchni weszła dopiero co wspomniana osoba.
- Chodź Tini na pewno jesteś zmęczona - podszedł i wziął ją na ręce.
Ona jak za dotykiem magicznej różdżki od razu zasnęła. Mężczyzna nie chcąc budzić kobiety wyjął z jej walizki piżamę i przebrał w nią leżącą na łóżku dziewczynę. Sam położył się obok w bokserkach i nakrył ich kołdrą.
Następny dzień
Martina obudziła się przed Jorge. Była wtulona w jego tors, on obejmował ją ramieniem, a nogi mieli poplątane. Tini od razu się odsunęła i wstała nie budząc szefa. Poszła do toalety gdzie wykonała poranne czynności. Następnie przebrała się w białe spodenki z wysokim stanem i różową krótką bluzkę z napisem Oczy mam wyżej. Wychodząc z łazienki zobaczyła, że Jorge nadal śpi. Nudziła się więc pomyślała, że pomoże w przygotowaniu śniadania. Zeszła do kuchni.
- Dzień dobry - przywitała się z ,,przyszłą teściową"
- Dzień dobry, jak się spało?
- Dobrze.
- Byłam u was wcześniej ale spaliście. Słodko razem wyglądacie. W końcu Jorge znalazł odpowiednią dziewczynę.
- Dziękuje, a tak w ogóle to może pomóc w przygotowaniu śniadania?
- Nie, Alison już się wszystkim zajęła.
- To może ja obudzę Jorge?
- Tak, to dobry pomysł.
Szybko weszła na górę i skierowała się do ich pokoju. Podeszła do łóżka i nachyliła się nad śpiącym szefem.
- Proszę pana, śniadanie - szepnęła.
Od przyzwyczajony do budzenia przez budzik zamachną się ręką przez co przyciągnął do siebie Tini. W tym momencie do pokoju weszła mama Jorge.
- Chyba wam przeszkodziłam - powiedziała speszona widokiem, który zastała.
Martina leżała pod jej synem, a on był nad nią pochylony. Wyglądało jakby zaraz mieli się pocałować. Od razu odskoczyli od siebie.
- Przecież nie musicie ukrywać, że się kochacie - powiedziała uśmiechnięta i wyszła.
- Bardzo cię przepraszam, po prostu jestem przyzwyczajony, że to budzik mnie budzi.
- Nie to ja powinnam przeprosić, nie powinnam była budzić pana w taki sposób.
- Jestem Jorge - uśmiechnął się i podał rękę.
- Martina - oddała uścisk dłoni.
Po chwili zeszli zjeść śniadanie. Kiedy to zrobili Jorge postanowił, że pójdą na spacer. Po 3 godzinnym spacerze po lesie wrócili do domu. Była już godzina 17. Jorge poszedł do pokoju, a Tini razem z panią Blanco zaczęły robić wspólnie pierogi.
- Chyba zabraknie mąki - stwierdziła starsza z kobiet.
- Zadzwonię do Jorge to może skoczy do sklepu.
- Tak to dobry pomysł - uśmiechnęła się.
Martina wyjęła komórkę i wybrała kontakt szef lecz nie odebrał. Po chwili jednak oddzwonił.
- Co chciałaś?
- Pojechał byś do sklepu bo robimy z twoją mamą pierogi, a zabrakło nam mąki?
- Tak, coś jeszcze.
- Też cię kocham - powiedziała czując na sobie wzrok kobiety.
- Jesteś z moją mamą?
- Tak - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- Za 15 minut będę.
Rozłączyła się.
- Dlaczego masz go zapisanego szef?
- Nie wiem, sam się tak zapisał - zmyśliła i odwróciła wzrok, aby mama Jorge nie zauważyła, że kłamie.
- Aha - obie się zaśmiały.
Po 15 minutach w kuchni pojawił się chłopak.
- Proszę - powiedział stawiając mąkę na stole i podszedł do dziewczyny.
Złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Na początku był on bardzo udawany, dopiero z czasem zaczęli się całować dla samych siebie. W końcu rozdzielili wargi i patrzyli sobie w oczy. Z transu wybudziło ich odchrząknięcie mamy mężczyzny. Po paru sekundach kobiety znów zostały same w kuchni i dokończyły pierogi. Zmęczona Tini weszła więc na górę do łazienki, wykonała wieczorne czynności i wyszła. Kiedy wkroczyła do pokoju zobaczyła Jorge leżącego na łóżku i czytającego coś na swoim tablecie. Podeszła i również położyła się na łóżku.
- Pieprzyć zasady - powiedział i wbił się w wargi Martiny.
Ich pocałunki robiły się coraz bardziej brutalne. Tini leżała teraz w samej koszulce i majtkach pod Jorge, który nie miał już nic na sobie. Jednak to co tam zrobili to już ich sprawa.
Następny dzień
Jorge obudził się przed Tini. Rozejrzał się i zobaczył, że on i jego towarzyszka która wtula się w jego tors są nadzy.
- To już dzisiaj - szepnął.
Dzisiaj skończy się ich sielanka i wrócą do pracy. Blondynka zaczęła się budzić.
- Znaczyło to coś dla ciebie? - zapytała.
- Dla mnie to był niezobowiązujący seks.
- Okej.
- To dla ciebie - wyjął z szafki kopertę i podał dziewczynie.
- Dziękuję - powiedziała ze smutną miną.
Przez te 3 dni poznała innego Jorge, takiego go właśnie pokochała...
8 Miesięcy później
Tini nie pracuje już u Jorge. Zwolniła się pod pretekstem lepiej płatnej pracy. Tak na prawdę w ostatnią noc u jego rodziców zaszła w ciąże lecz on wyraził się jasno dla niego to był niezobowiązujący seks. W jej życiu sporo się zmieniło. Ojciec umarł, a ona adoptowała Mechi. Nie mogła zostawić tej małej dziewczynki na pastwę losu, to w końcu jej siostra. Jorge natomiast po historii z Martiną bardzo się zmienił. Powiedział rodzicom, że tylko udawali, nie sypia już codziennie z inną kobietą. Całkowicie oddał się firmie. Nie potrafił jednak zatrudnić innej asystentki. Dla niego zawsze te miejsce powinna obejmować Martina. Przez te trzy dni również ją pokochał, tylko nie zdążył jej tego powiedzieć. Aktualnie znajduje się w parku, biega. To jedyny czas kiedy może pomyśleć o pięknej blondynce. Nagle wpadł na jakąś kobietę.
- Bardzo panią przepraszam - spojrzał trochę wyżej. Na pierwszy rzut oka widać, że kobieta jest w ciąży.
- Nic się nie stało.
Oboje spojrzeli sobie w oczy. Od razu się rozpoznali.
- Tini? - zapytał radośnie.
- Jorge?
- Tak - odpowiedzieli razem.
- Masz kogoś? - spojrzał na jej brzuch.
- Nie, ojciec dziecka nawet nie wie, że nim zostanie.
- Dlaczego mu nie powiesz? - zapytał.
- Nie chce rujnować mu życia. Wyraził się jasno, to nic dla niego nie znaczyło - powiedziała smutna.
- Ja tam bym chciał żeby ktoś zrujnował mi życie taką wiadomością.
- Zostaniesz ojcem - szepnęła.
- Ja?? - zapytał szczęśliwy.
- Tak - powiedziała.
Od razu ją przytulił.
- Kocham cię - szepnął w jej włosy, jednak ona usłyszała.
- Ja ciebie też.

2 Miesiące później
Tini razem z Mechi i dopiero co urodzonym synkiem - Diego są u rodziców szatyna.
- Cieszę się, że jednak jesteście razem - powiedziała zadowolona pani Blanco.
- Ja też.
- Gdzie Jorge? - zapytał pan Christopher.
- Sprawdza jak tam z budową naszego domu.
A tak, zapomniałam wspomnieć, że Jorge kiedy dowiedział się, że Martina jest w ciąży i adoptowała Mercedes od razu wziął się za budowanie domu. Do tego wszystkiego oświadczył się jej, a w nie dalekiej przyszłości chce również adoptować Mechi.
Jak dalej potoczą się ich losy?
Nikt tego nie wie, ale jedno jest pewne.
Już na zawsze będą szczęśliwą i kochającą się rodziną.

****
No i I miejsce ♥ 


II miejsce: On Shot ,,Jedno wydarzenie, a tak zmienia w życiu" Patty;* Super


Życie. Co to jest? Dla niektórych coś pięknego, ale nie dla mnie. To jest bezsensowna gra. Walczysz póki nie upadniesz i nie spadniesz. Ile ja będę walczyć z moim losem? Kiedy się poddam? Zakończę to co już nie ma sensu. Tylko kiedy? Może wytrzymam rok? Miesiąc? Tydzień? Dzień?
Zakończę to co się nazywa życiem. Moje życie. A czemu chcę zakończyć życie? Codziennie doznaję bólu, smutku i to przez własnych rodziców. Ojciec chleje nie obchodzę go ja. Wyżywa się na mnie, gdy coś zrobię źle, a matka udaje, że nic się nie dzieje. Ma mnie w dupie jednym słowem. Ciągle zostaje po godzinach w pracy. Już z powoli mam tego dość. Moje życie to patologia. Ojciec pijak, matka pracoholiczka. Nie mam rodzeństwa, jestem jedynaczką, a szkoda, możę z rodzeństwem było by mi łatwiej. Mam 17 lat. Od urodzenia mieszkam w Buenos Aires. Jestem szatynką o czekoladowych oczach. Moja sylwetka jest szczupła, aż za szczupła. Mam przedarty nosek. Długie nogi. Nie mam chłopaka. Nie szukam. Nie chcę się związywać w jakiś związek. Nie dla mnie randki i romantyczne spacerki za rączkę. Mam ważniejsze sprawy na głowie. Przyjaciół nie mam. Kiedyś miałam najlepszą przyjaciółkę Ludmiłę, ale ona wyjechała do Nowego Jorku z rodzicami dwa lata temu. Nie utrzymujemy kontaktu. Bardzo mi jej brakuję. Jedynie z nią miałam dobry kontakt. Jej mogłam powiedzieć wszystko. Była dla mnie oparciem. Ale to się zmieniło. Już tak nie będzie. Może kiedyś się spotkamy. O ile wytrzymam do tego momentu. Nie przedstawiłam się, nazywam się Violetta, Violetta Stoessel. Moja mama to Clara Stoessel, a ojciec  Alejandro Stoessel. Jesteśmy szczęśliwą rodziną. Taa i to bardzo. Czujecie tą ironię?
            Obudziły mnie wpadające promienie słoneczne do pokoju. Niechętnie wyszłam z miękkiego posłania. Zgarnęłam przyszykowany wczoraj zestaw i udałam się do łazienki. Rozebrałam się do naga i weszłam do kabiny. Obmyłam swoje ciała waniliowym żelem pod prysznic, włosy szamponem o tym samym zapachu. Spłukałam pianę, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam na zimne kafelki. Wysuszyłam włosy. Pomalowałam się lekko. Ubrałam czerwoną bluzkę i dżinsy oraz converse. Włosy pokręciłam lokówką. Gotowa zeszłam na dół. Przed telewizorem siedział ojciec z browarkiem. Ominęłam go. Na szczęście mnie nie zauważył. Zaczęłam robić sobie śniadanie. Płatki z mlekiem. Wszystko zjadłam. Nie chcący spadł mi talerz i potłukł kiedy wkładałam do zmywarki. Narobił hałasu. Do kuchni wparował zdenerwowany ojciec.
- Co ty robisz gówniaro? Patrz co ty narobiłaś kurwa. Porządnie nie umiesz talerza włożyć do zmywarki. Tylko nam straty przynosisz. - Oznajmił. Jego ostatnie słowa mnie zabolały.
- Przepraszam. Już sprzątam. - Powiedziałam. Wyszedł z pomieszczenia. Po moich policzkach leciały łzy. Szybko pozbierałam odłamki szkła. Skaleczyłam sobie malce przy okazji. Udałam się do łazienki. Opatrzyłam rękę. Następnie udałam się do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Dobrze, że są wakacje. Z jednej strony nie muszę iść do szkoły, a z drugiej muszę siedzieć wśród czterech ścian. Zaczęłam rozmyślać o moim życiu. Co ja robię źle? W czym zawiniłam na takie traktowanie? Staram się dobrze uczyć. Zawsze staram się im nie podkładać. Ale i tak robię coś źle. Moje rozmyślania przerwała kłótnia rodziców. Za bardzo jej nie słyszałam.
- To nie jest moja córka. - Jedynie to zdanie wyraźnie usłyszałam ze strony ojca. Zaczęłam płakać w poduszkę. Czy on nie uważa mnie za swoją córkę? Nigdy mnie nawet tak nie nazwał. Zawsze na mnie patrzył z pogardą. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
            Wracając ze spaceru zobaczyłam przed naszym małym domkiem limuzynę. Limuzyna i to jeszcze przed naszym domem? Może się zgubili i pytają się o drogę? To najlepsze rozwiązanie. Naszą rodzinę nie stać na takie samochody. Jesteśmy biedni, ale nam nic nie brakuje. Na jedzenie nas stać, na rachunki też. Weszłam do środka. W salonie była moja mama, ojciec i jakiś czarnowłosy mężczyzna. O co tu chodzi? Mój opiekun siedział w fotelu i nic go nie obchodziło. Rodzicielka kłóciła się z tamtym kolesiem w garniturze.
- Po co przyjechałeś? - Zapytała moja mama.  Wiem, że podsłuchiwać to złe, ale ciekawość była silniejsza.
- Po Violettę. Zabieram ją do mnie. - Powiedział brunet.
- Nie oddam Ci jej. Nie było Ciebie przy niej przez całe życie.  Ona Cię nie zna. -
- Jestem jej ojcem. Violetta jest moją córką. - Oznajmił. A mnie to zamurowało. On jest moim ojcem? Całe moje życie to kłamstwo?
- Niech zabiera smarkulę. Jest tu nie potrzebna. - Oznajmił mój ojciec, a raczej Alejandro.
- Czy to prawda? - Zapytałam się wszystkich zapłakana. Wszyscy spojrzeli na mnie. Mama z przerażeniem, ,,tata'' z rozbawieniem, a ten mężczyzna z troską i z... miłością?
- Tak to prawda Violetto. German jest twoim ojcem. - Odezwała się mama. Kiedy usłyszałam te słowa uciekłam do mojego pokoju. Zamknęłam się na klucz. Rzuciłam się na łóżko. Teraz rozumiem czemu byłam tak traktowana przez człowieka, którego uważałam za ojca. Nie był nim. Nie byłam jego córką.
- Violu proszę otwórz. - Usłyszałam głos Germana, mojego ojca. Postanowiłam otworzyć. Chce znać całą prawdę. Wpuściłam do pomieszczenia mężczyznę. Trudno było przyzwyczaić myśl, że on jest moim ojcem. Usiadłam na łóżku. A German koło mnie.
- Wiem, że to musi być dla  Ciebie  to trudne. Dla mnie też  to jest trudne. Nie musisz do mnie mówić tata, wystarczy German. - Zaczął. - Jestem twoim ojcem, a ty moją córką. Pierwszy raz Ciebie widzę na oczy. Bardzo się z tego cieszę. - Dodał.
- A czemu Ciebie nie było przez całe moje życie? - Zadałam pytanie. Opowiedział mi. Moja mama i tata mieli romans. Potem ona zaszła w ciąże i uciekła. A German dowiedział się, że spodziewa się dziecka jak znalazł zdjęcie USG. Szukał mnie przez całe życie.
- Gdzie mieszkasz?
- W Nowy Jorku. - Odpowiedział na moje pytanie. To strasznie daleko. Dla mnie przejechał tyle kilometrów. Chyba mu na mnie zależy.  W tej chwili czułam się kochana. Tyle dla mnie zrobił. Bo jakby mu nie zależało by się nie fatygował tyle.
            Obudziłam się bardzo wcześnie. Wykonałam poranne czynności. Ubrałam się luźnie. Zeszłam na dół. Mama i człowiek, którego uważałam za ojca siedzieli przy stole. Nawet mnie nie zauważyli. Skierowałam się stronę drzwi wyjściowych. Dzisiaj razem z Germanem wybieram się do wesołego miasteczka. Chcę go lepiej poznać. Przed domem czekała wspomniana osoba. Stał oparty o sportowy samochód. Nie wiem jaka marka, bo się nie znam, ale musiał być strasznie drogi. Był ubrany w czarne spodnie i granatowy sweter.
- Cześć  Violu. - Przywitał się. Posłałam mu promienny uśmiech. Wsiedliśmy do transportu. On oczywiście za kierownicą. Po paru minutach byliśmy na miejscu. Świetnie się z nim bawiłam. To był wypad ojca i córki. Byliśmy na karuzeli. Jedliśmy watę cukrową. Z Alejandro się tak nie czułam jak przy nim.
- Chciałabym z tobą mieszkać. - Wypaliłam nie zastanawiając się co mówię.
- To czemu tego nie zrobisz? Możesz ze mną zamieszkać w Nowym Jorku. - Powiedział German.
- Na prawdę? - Uszczęśliwiłam się. Fajnie by było z stąd wyjechać. Z dala od ludzi, którzy mnie krzywdzą. Zacząć nowe życie. On kiwnął głową na tak.
- Dziękuję. Tyle dla mnie robisz. Najpierw szukasz mnie przez całe moje życie. Przyjeżdżasz tyle kilometrów, żeby mnie zobaczyć, a teraz proponujesz, żebym z tobą zamieszkała. - Oznajmiłam.
- Kocham Cię córeczko i chcę dla Ciebie jak najlepiej. - Mówi. Nigdy nie słyszałam piękniejszych słów.
            Dzisiaj jest najlepszy dzień w moim życiu. Dzisiaj się uwolnię od Buenos Aires. Mój tata wygrał sprawę nad opieką mną. Teraz nie nazywam się Violetta Stoessel, a Castillo. Mam po ojcu nazwisko. Dzisiaj zamieszkam w Nowym Jorku. Dowiedziałam się, że mam brata Federico. Od zawsze chciałam mieć rodzeństwo, a teraz mam starszego brata. On ma 19 lat. Nie ma mamy, zmarła przy porodzie. Trochę boję się spotkania z nim. Nie wiem jak on zareaguje na mnie.  Dopakowuję ostatnie rzeczy do walizki. Schodzę z bagażem na dół. Żegnam się z mamą. Nie interesowała się mną przez całe życie i tak nie potrafiłam wyjść z stąd bez pożegnania. Po chwili jestem w drodze na lotnisko. German musiał już dawno pojechać do NY. Miał jakieś sprawy z firmą. Wsiadam do samolotu. Wkłada do uszów słuchawki.
            Wysiadam z samolotu. Na lotnisku czeka na mnie German. Podchodzę do niego. Na mojej twarzy widnieje uśmiech.
- Cześć córeczko. - Przytula mnie. Oddaję przytulasa. Czuję się taka kochana. Mało czasu się znamy, a dał mi więcej miłości niż moi 'idealni' rodzice.
- Lepiej już chodźmy do domu. - Proponuje mój ojciec. Wychodzimy z lotniska. Podchodzimy do samochodu przy, którym stoi jakiś starszy mężczyzna.
- Violetto poznaj Ramallo. Jest moim pomocnikiem w firmie i przyjacielem.
- Miło mi Ciebie poznać Violu. - Mówi Ramallo. Jest bardzo miły. Wsiadamy do transportu. Mój ojciec i Ramallo z przodu, a ja z tyłu. Po chwili podjeżdżamy pod dom, a raczej willę. Ja tu będę mieszkać? Wchodzimy do środka. Od progu ściska mnie jakaś kobieta. Ma ciemne włosy i jest trochę większych rozmiarów. Trochę dusi.
- Olgo puść Violettę bo jeszcze ją nam udusisz. - Usłyszałam głos Ramallo. Po chwili kobieta wykonuję tą prośbę. Jestem mu wdzięczna. Wchodzi w głąb domu. Widzę uśmiechniętego bruneta. Po chwili bierze mnie w swoje objęcia. To musi być mój brat. Chyba będę musiała się przyzwyczaić do uścisków. Jeszcze nigdy mnie nikt tak ciepło nie potraktował. Widzę tych ludzi pierwszy raz, a tyle ciepła od nich dostałam.
- Jestem Federico, twój brat. - Powiedział uśmiechnięty chłopak puszczając mnie ze swoich objęć.
- A ja Violetta co pewnie wiesz. - Odezwałam się. Kiwnął głową, że wie.
- Obiad! - Usłyszałam krzyk Olgi. Zjadłam pyszny posiłek. Jaka dobra kuchnia. Mniam. Pychota.
- Pewnie chcesz zobaczyć swoje królestwo? - Zapytał się mój ojciec. Pewnie, że tak. Zaprowadził mnie do mojego pokoju. Woow. Ściany były koloru fioletowego. Wielkie łoże w tym samym kolorze. Telewizor. Biurko było, a na nim laptop. Czarny miękki dywan na środku pokoju. Tu jest pięknie. Czuję się jak księżniczka tylko brakuje przy moim boku księcia. Moje życie się obróciło o 360
. Może to się zmieni? Usiadłam na łóżku. Jeszcze raz się obejrzałam po mojej sypialni. Tu jest jak najsłodszych marzeniach. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Do środka wszedł mój brat. Zastanawiało mnie czy mu kiedyś schodzi ten uśmieszek z twarzy?
- Może się lepiej poznamy? - Proponuje brunet. Kiwam głową na znak, że się zgadzam. Siada koło mnie.
- Co chcesz wiedzieć? - Pytam się.
- Czym się interesujesz? - Zapytał mnie.
- Trochę się interesuję muzyką. Tylko tak trochę. Za wielkiego talentu nie mam. - Mówię.
- Może coś zaśpiewasz?
- Nie, może kiedyś indziej. - Powiedziałam. Rozmawialiśmy ze sobą przez około 2 godziny. Tematów nam do rozmów nie brakowało. Byliśmy tacy do siebie podobni. Byliśmy jak rodzeństwo, prawdziwe rodzeństwo. Dowiedziałam się, że ma dziewczynę w moim wieku.
- Jutro poznasz moją dziewczynę i przyjaciela, on jest w moim wieku. - Oznajmił. - Idź już siostrzyczko spać. - Dodał.
- Dobranoc. - Szepnęłam. Pocałował mnie w policzek i wyszedł. Tak jak powiedział i tak zrobiłam. Wcześniej oczywiście wykonałam wieczorne czynności, ubrałam piżamę i poszłam spać.
            Promienie słoneczne wtargnęły do mojego pokoju. Nie może jeszcze pójść spać? Albo ktoś nie może zakryć ciała niebieskiego? Niechętnie wstałam z łóżka. Udałam się do mojej garderoby w pomieszczeniu. Było tam pełno sukienek, spódniczek, po prostu chyba wszystkiego rodzaju ubioru. Ja chyba śnię. Ubrałam na siebie różową sukienkę z białym paskiem sięgała mi do połowy ud. Do niej dobrałam brązowe koturny. Dodałam do zestawu biżuterię, czyli kolczyki i moja ulubiona bransoletkę. Dostałam ją od przyjaciółki, ona też ma taką. Na nich pisze FriendsForever. To są nasze bransoletki przyjaźni. Może się kiedyś spotkamy? Może. Zeszłam na dół. W kuchni był Federico.
- Hej. - Przywitałam się. Pocałowałam go w policzek.
- Hej Sister. - Powiedział radośnie z tym swoim pełnym entuzjazmu uśmiechem. - Ojciec z Ramallo pojechali do firmy, a Olga ma wolne. Więc mamy chatę dla siebie. - Podsumował chłopak. Dzisiaj przychodzą jego znajomi. Ciekawa jestem jacy oni są. Nie dowiem się tego póki ich nie poznam. - Zajadaj śniadanko. Sam przygotowałem. - Pochwalił się dumnie wystawiając pierś do przodu pokazując na stół na talerz z kanapkami. Wszystko zjadłam z apetytem.
- Pyszne. - Skomentowałam.
- Bo robione przez najlepszego kucharza. - Oznajmił, a ja się zaśmiałam.
- I skromnego. - Dodałam.
- Tak, tak to też.  - Potwierdził. Po chwili chłopak dostał SMSa. - Lusia się trochę spóźni, ale Leon zaraz powinien być. Ona szuka swojej ulubionej bransoletki, bez niej nie wychodzi z domu. Jest dla niej bardzo cenna. - Powiedział Fede. Spojrzałam na moją rękę na, której była biżuteria. Coś tam rozumiem. Ja nigdy nie roztaję się z moją bransoletką. Ona przypomina mi o Lu. Nosząc ją czuję więź z nią. Jak  jestem w Nowym Jorku to może ją odszukam. Przecież powinna tu mieszkać. Mam nadzieję, że się nie przeprowadziła do innego kraju. Udałam się do salonu. Jest tutaj bardzo przytulnie. Było tutaj fortepian. Kocham na tym instrumencie grać. Twoje dłonie tworzą przyjemną melodię dla twoich uszów. To jest wspaniałe. Usiadłam przy przedmiocie. Moje palce zaczęły zgrabnie poruszać się po klawiszach.
Po chwili dołączył się mój głos. Śpiewałam piosenkę, którą napisałam z moją przyjaciółką. Jest dla mnie bardzo ważna. Po chwili usłyszałam znany mi głos. Wszędzie go rozpoznam. Spojrzałam na osobę towarzyszącą w wokalu. To była Ludmiła. Na jej twarzy gościł się przepiękny uśmiech, a na jej ręce była nasza bransoletka. Usiadła koło mnie. Głowę położyła na moim ramieniu. Los się do mnie uśmiechnął.

Después de todo estamos juntas
Viendo salir el sol

Abro mi corazón a ti
La luz se hace mas fuerte en mi
Cuando tu estas
Puedo sentir
Que no estoy sola para seguir

Abro mi corazón a ti
La luz se hace mas fuerte en mi
Cuando tu estas
Puedo dar mas
Sube el telón y que comience a sonar

Tu voz y mi voz

Kiedy skończyliśmy śpiewać przytuliłam ją. Tak dawno ją widziałam.
- Tęskniłam. - Wyznałam.
- Ja też Vils. - Oznajmiła. - I to bardzo. - Dodała.
- Trochę tego nie rozumiem. Skąd się znacie? - Zapytał się Federico skupiając naszą uwagę na jego osobę.
- Ach tak. My się znamy  z Buenos Aires. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. To o niej ciągle mówiłam kochanie. - Wytłumaczyła mu blondynka.
- Wspominałaś coś, a nie spodziewałem się, że to może być moja siostra. Jaki zbieg okoliczności. Nawet macie takie same bransoletki. - Powiedział.
- Gdzie Leon? - Zadała pytanie moja przyjaciółka.
- Nie wiem. Może się spóźni. - Odezwał się mój brat. Po chwili przyszedł do niego SMS. - Napisał, że czeka na nas w kawiarni za rogiem. - Poinformował. Wyszliśmy z domu.
- Czemu się nie odżywałaś się przez 2 lata? - Zapytałam. To pytanie mnie nurtowało.
- Federico mi telefon zatopił. - Groźnie spojrzała na mojego braciszka. On tylko skruszony na nas popatrzył.
- Przecież przepraszałem Ciebie przez miesiąc. - Wytłumaczył się. O długo się Ferro fochała.
- Ale pisałam do Ciebie na Facebooku, ale ty nie odpisywałaś. - Dodała po chwili.
- Przepraszam, znowu hasło zapomniałam. - Wytłumaczyłam. To jest prawda. Ciągle zapominam jakie sobie ustawiłam hasło na Fb.
- Vilu0192 takie hasło miałaś. - Blondynka posłała mi swój piękny uśmiech.
- Faktycznie. - Przyznałam jej rację. Ona zawsze pamiętała takie rzeczy.
- Już jesteśmy na miejscu. - Oznajmił Fede. Weszliśmy do środka. Tam zobaczyłam przystojnego szatyna. O matko. Jakie ciacho! Podeszliśmy do niego. A więc on musi mieć na imię Leon. Piękne imię.
- Hej Leon. To jest... - Federico nie dokończył, bo mu przerwał szatyn.
- Anioł. - Szepnął. Moje policzki przybrały kolor czerwony. Aż takim aniołem to ja nie jestem.
- Ktoś tu ma branie. - Wyszeptała mi do ucha Lu.
- Jakbyś mógł mi nie przerywać. - Powiedział mój brat. - To jest moja siostra Violetta. - Dodał.
- Miło mi jestem Leon. - Uścisnął mi dłoń. Po mojej skórze przeszło przyjemne mrowienie. Co się ze mną dzieje? Usiedliśmy do stolika. Złożyliśmy zamówienia.
- Czym się interesujesz? - Zapytał się mnie.
- Violetta uwielbia śpiewać. Ma niesamowity głos. Jak wcześniej to ująłeś. Śpiewa jak anioł. - Odpowiedziała za mnie Ludmiła. Spojrzałam na nią. Moja mina mówiła ,,Sama umiem odpowiadać!''.
- Jak to wcześniej Lu wspominała lubię śpiewać, ale takiego talentu to ja nie mam. - Oznajmiłam. Teraz to ona na mnie spojrzała. Jej wzrok mówił ,,Serio?''.
- Znam Cię kochanieńka 5 lat, więc nie wykręcaj się, że nie masz talentu. - Powiedziała.
- Coś tu nie rozumiem. Wy się znacie? - Zapytał się dezorientowany Leon.
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Znamy się z Buenos Aires. Lu wyjechała i nam kontakt się urwał, ale teraz znowu się spotkałyśmy. - Wyjaśniłam.
- A to o niej ciągle gadałaś. - Zwrócił się do blondynki.
- Może pójdziemy do klubu karaoke? - Zaproponowała blondynka.
- Ja jestem za. - Zgodził się Federico i Leon również. Teraz czekali na moją odpowiedź.
- Możemy iść.
- To wspaniale.
            Jesteśmy w klubie karaoke. Fajnie tu jest. Są tu czerwone kanapy, a przed nimi mały stolik czarny. Zajęliśmy miejsca.
- Co chcecie? - Zapytał się Leon. Wszyscy powiedzieli mu swoje zamówienia. Chłopacy alkoholu nie brali. Jak to Fede powiedział: ,,My nie pijemy. Musimy was pilnować i chcemy wam towarzystwa dotrzymać''. Lu gdzieś znikła. Po chwili wróciła z uśmiechem. On mówił, że coś wykombinowała. Tylko co? Na scenę wszedł prowadzący.
- Zapraszamy na scenę Violettę Castillo. - Kiedy to usłyszałam prawie się zadławiłam. To ona. Ona mnie zapisała. Szybko zaprzeczałam. Nie wchodzę tam.
- Vio-le-tta! Vio-le-tta! Vio-le-tta! - Leon zaczął wykrzykiwać moje imię i klaszczeć w dłonie. Potem wszyscy krzyczeli moje imię. Spojrzałam złowrogo na blondynkę.
- Kiedyś Cię zabiję. - Zwróciłam się do niej.
- Też Cię kocham Vivi. - Powiedziała. Weszłam na scenę. Widownia przywitała mnie oklaskami. Zaczęłam śpiewać piosenkę Zara Larsson-Lush life.

Now I've found another crush
The lush life's given me a rush
Had one chance to make me blush
Second time is one too late

Now I've found another crush
The lush life's given me a rush
Had one chance to make me blush
Second time is one too late

Kiedy skończyłam, usłyszałam przeogromne brawa.
Z uśmiechem zeszłam ze sceny. Podeszłam do stolika przy, którym siedzieliśmy. Zajęłam miejsce pomiędzy Leonem, a Ludmiłą.
- I ty talentu nie masz? - Szepnął mi do ucha szatyn. Moje ciało przeszło przyjemny dreszcz pod pływem jego głosu. Czy to możliwe, że tak krótkim czasie zaczynam się w nim zakochiwać?
- Przepraszam, ale mama napisała mi SMS, że muszę już wracać do domu. - Oznajmiła Lu. A szkoda, że musi wracać.
- Ja Ciebie Kochanie odprowadzę. - Powiedział mój brat. - Leon odprowadzisz potem Violettę? Czy mam po nią wracać? - Zapytał się swojego przyjaciela. Przecież mogę zamówić taksówkę.
- Odprowadzę. Przynajmniej poznam śliczną dziewczynę bliżej. - Wyznał Leon. Ja znowu przez jego komplementach się zarumieniłam. Co ze mną się dzieje?
- Łapy przy sobie Verdas lepiej miej. - Ostrzegł go Federico. Fedemiła wyszła z klubu. Zostałam sama z Leonem. Zaczęliśmy rozmawiać. Nie brakowało nam tematów do rozmowy. Poznałam go lepiej. Jest bardzo fajnym chłopakiem. I przystojnym. Dodała moja podświadomość. I muszę przyznać jej rację. Jest cholernie przystojny. A te jego oczy. Dwa szmaragdy.
- Idziemy? - Zapytał się chłopak. Kiwnęłam głową na tak. Wyszliśmy z budynku. Był już wieczór. Na niebie był piękny księżyc. Zawiał lekki wiatr. Trochę się trzęsłam z zimna.
- Masz. - Szatyn podał mi swoją bluzę.
- Ale Ci będzie zimno. - Oznajmiłam.
- Mną się nie przejmuj. Ważne, żeby Ci było ciepło. - Powiedział. Założyłam jego ubranie. Była przesiąknięta jego perfumami. Przyjemny zapach.
- Ślicznie wyglądasz w mojej bluzie. - Oznajmił Leon. Ja się zarumieniłam. Dobrze, że było ciemno, bo ich nie widział. Oprowadził mnie pod dom.
- Kolorowych snów Violu. - Powiedział szatyn i mnie pocałował w policzek. W miejsce gdzie tyknęły jego usta strasznie piekło.
- Dobranoc. - Odezwałam się. Poczekałam aż zniknie za rogiem. Po chwili weszłam do środka. W salonie był mój ojciec.
- Gdzie Federico? - Zapytał się German.
- Nie wiem. A jeszcze go nie ma? - Zadałam pytanie. Przecież on wyszedł wcześniej niż ja. No tak zakochańce nie mogli się szybko pożegnać.
- Dostanie mu się. Przecież miał ciebie pilnować. Ty nie znasz okolicy, a jeszcze jest ciemno. - Dodał.
- Nie szłam sama. Leon mnie odprowadził. - Mówiłam. Usiadłam koło niego na kanapie.
- Kim jest ten Leon? Czy to nie za wcześnie na chłopaków? Jesteś jeszcze młoda. Na nich przyjdzie odpowiednia pora. - Powiedział.
- Leon to przyjaciel Federica. Jest taki przystojny, cudowny, miły, przezabawny... - Rozmarzyłam się o chłopaku.
- Dopiero córkę odnalazłem, a już mi jakiś chłopak chce ją zabrać. - Szepnął pod nosem.
- Tatusiu zawsze będę Cię kochać. - Oznajmiłam.
- Powiedziałaś na mnie tatusiu. To jest najpiękniejsza rzecz na świecie jaką mogłem usłyszeć słowo tato. - Po jego policzku spłynęła łza szczęścia. Przytuliłam się do niego. Szkoda, że nie nie był przy mnie od małego. Ale to nie jego wina. Ciekawe jakby wyglądało moje życie wtedy?
- Kocham Cię tatusiu. - Szepnęłam.
- Ja Ciebie też córeczko. - Cmoknął mnie w czubek głowy. Nareszcie mam kochającą się rodzinę.
 - Pójdę już się położyć. - Wstałam i skierowałam się do mojego pokoju. Wykonałam wieczorne czynności. Dopiero zauważyłam, że mam jego bluzę i chyba jej nigdy nie odzyska. Przytuliłam się do miękkiego materiału. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, a po chwili odpłynęłam. Śnił mi się szatyn z szmaragdowymi oczami. Najpiękniejszy sen jaki miałam.
            Poczułam jak ktoś mną szturcha o ramię. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam moją przyjaciółkę. Była cała rozpromieniona. Obiecałam jej lizaka, że tak się uśmiecha?
- Vils opowiadaj jak było wczoraj. Ty i Leon. - Usłyszałam z jej ust.
- Pocałował mnie... - Postanowiłam się z nią podroczyć.
- Iii. - Chciała wiedzieć więcej.
- delikatnie... - Jej uśmiech się powiększył.
- Iii. - Odezwała się.
- w policzek. - Dokończyłam zdanie. Na jej twarzy był grymas. Pewnie panna Ferro obstawiała, że będziemy się namiętnie całować po jednym dniu znajomości. To cała ona.
- Wkrótce będziecie razem. Widzę jak on na Ciebie patrzy. Jeszcze nigdy nie patrzał się tak na dziewczynę jak na Ciebie. - Oznajmiła. Ta jasne i ja Ci uwierzę.
- Nie gadaj głupot. - Rzekłam. - Jak tu jesteś to może mi opowiesz jak spotkałaś mojego brata? - Zapytałam się. Ona się zaśmiała.
- Ta historia jest zabawna. Spotkaliśmy się przy budce z hod-dogami. On się kłócił z sprzedawcą, że chciał ketchup, a nie musztardę. Zaczął wymachiwać rękami, w której trzymał tego hod-doga. Ja szłam w tamtą storę. Federico wypadła parówka w bułce na mnie. Przez niego miałam całą brudną koszulkę. Wzięłam butelkę z ketchupem i wylałam mu ją na głowę. A ostatnie co mu powiedziałam było ,,Masz ten swój ketchup.'' - Opowiedziała blondynka. Na koniec wybuchnęłyśmy śmiechem. Ach ten mój braciszek. - Idziemy na spacer? Pokażę Ci okolicę. - Zaproponowała Lu. Zgodziłam się. Blondynka mi pomogła wybrać zestaw na dzisiejszy dzień. Powiadomiłam tatę, że wychodzę. Ludmiła pokazywała mi wszystkie ciekawe miejsca. Nowy Jork jest fantastyczny. Pod koniec wycieczki udałyśmy się do kawiarni. Zamówiliśmy latte i po szarlotce. Do pomieszczenia wszedł Leon. Kiedy nas zauważył podszedł do nas.
- Hej Vilu. - Powiedział patrząc się na mnie.
- Hej Leon. - Rozpłynęłam się w jego tęczówkach. Są takie piękne.
- Hej Ludmiła. - Powiedziała do siebie blondynka wzrócając naszą uwagę na jej osobę.
- A tak. Cześć Lu. - Przywitał się z nią. Ona tylko przewróciła oczami. - Mogę się dosiąść? - Zadał pytanie.
- Pewnie. - Odpowiedziałam szybko cała uśmiechnięta. Zajął miejsce koło mnie. Czy nie mówiłam, że on jest przystojny? Jest boski. Ja się chyba w nim zakochałam. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Czy to jest miłość? Jak nie to. To co to jest? Zauroczenie? Na dzień dzisiejszy tego nie wiem. Kelner przyniósł nam zamówienia. Przy mojej filiżance była karteczka.
958****** Zadzwoń mała;)
Spojrzałam na mężczyznę, który przyniósł nam zamówienia. Zrobił słuchawkę telefoniczną z ręki i przyłożył do ucha. Następnie mrugnął do mnie. Leon spojrzał na niego groźnie. Chłopak się przestraszył i odwrócił w inną stronę. Czyżby był zazdrosny...  i  to o mnie? Nie. Może nie przepada za tym kolesiem. Mimo tej dziwnej sytuacji dobrze nam się rozmawiało. On jest wspaniały. Potem każdy rozszedł się swoje strony.Ciągle myślałam o Leonie. Już jestem pewna, że się w nim zakochałam. Przy nim czuję się jakbyśmy znali się przez całe życie.
            Obudziłam się parę minut po 10. Od spotkania w kawiarni minęło 2 tygodnie. Zaprzyjaźniłam się z Leonem ale chciałabym coś więcej. Kocham go. Ciągle o nim myślę. Z głowy wyjść mi nie może. Wygramoliłam się z łóżka. Pomaszerowałam do łazienki w pokoju. Wykonałam poranne czynności. Pomalowałam się. Uczesałam, włosy zakręciłam lokówką. Ubrałam na siebie bieliznę. Założyłam niebieskie spodnie, białą koszulkę i trampki. Dzisiaj wygoda. Zjadłam śniadanie. Następnie udałam się do parku. Rozmyślałam co mam robić. Czy wyznać prawdę Leonowi? Czy dalej to ukrywać? Dlaczego to musi być trudne? Boję się, że on nie odwzajemnia moich uczuć, a tylko wyznając mu moje uczucia zniszczę naszą przyjaźń. Co ja mam robić? Muszę wybrać. Tylko, która odpowiedź będzie tą właściwą? Usiadłam na ławce. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, mnie i Leona, razem i szczęśliwych jako parę. Piękne to by było w rzeczywistości. Głośno westchnęłam.
- Chciałabym Ci powiedzieć Leon jak bardzo Cię kocham. - Powiedziałam do siebie.
- To zrób to. - Usłyszałam jego głos. Natychmiast podniosłam przerażona wzrok na niego. Siedział koło mnie na ławce. Patrzył na mnie swoimi tęczówkami. Na jego twarzy był uśmiech.
- Kocham Cię Leon. - Szepnęłam.
- Ja Ciebie też kocham Violu i to bardzo. - Wyznał. On mnie kocha. To jest najlepszy dzień w moim życiu. Przyciągnął mnie do siebie. Wbił się w moje usta. Nas pocałunek był delikatny i magiczny. Dla nas czas się zatrzymał. Ja. Leon. My. Nic nas innego nie obchodziło. Po chwili się od siebie oderwaliśmy. Stykaliśmy się czołami.
- Violu zostaniesz moją dziewczyną? - Spytał się.
- Tak, zostanę. - Odpowiedziałam.
- Wiesz kto jest teraz najszczęśliwszy na świecie? - Zapytał się. Kiwnęłam głową na tak. - Leon. - Odpowiedział na swoje pytanie. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie bo Violetta. - Wyszeptałam. Wbiłam się w jego usta. Tym razem ten pocałunek był namiętny. Wyrażał naszą miłość do siebie.
- Chodź zabiorę Cię w przepiękne miejsce. - Powiedział. Wstał z ławki i mi podał swoją dłoń. Spojrzałam na nią. Po chwili złączyłam nasze dłonie razem. Zaczęliśmy się kierować do... Nawet nie wiem gdzie. Wszędzie będzie dobrze byle tylko z nim. Wtuliłam się w jego. On mnie objął ramieniem. Przy nim czuję się bezpieczna. Weszliśmy do lasu. Ufam mu i wiem, że mi krzywdy nie zrobi. Odkrył jakieś krzaki. Przeszliśmy przez nie. Zobaczyłam piękną łąkę z strumieniem. Jest tu pięknie. Pełno kwiatów tu rośnie. Położyliśmy się na trawie pod drzewem. Głowę miałam na jego torsie. Słyszałam bicie jego serca. Nigdy nie przypuszczałam, że moje życie się tak zmieni. Mam wspaniałego chłopaka, cudowną rodzinę, przyjaciółkę odnalazłam. Tyle szczęścia mnie spotkało. Leon zerwał kwiatka i wsadził mi we włosy.
- Śliczna jesteś. - Wyznał patrząc mi w oczy. Ja się oczywiście zarumieniłam. - I ślicznie się rumienisz. - Dodał. Teraz byłam cała czerwona.
- Leon przestań mówić same kłamstwa. Dobrze wiemy, że tak nie jest. - Zaprzeczyłam.
- Przestań wmawiać sobie, że jesteś brzydka, bo to nie prawda. Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. - Oznajmił. Prysnął mnie w nos. Na ten gest się zachichotałam.
- Kocham Cię. - Powiedziałam.
- Ja Ciebie też księżniczko. - Cmoknął mnie w policzek, a potem drugi. On jest niesamowity. Jesteśmy jeden dzień razem, a jestem taka szczęśliwa. Mam najlepszego chłopaka pod słońcem.
- O czym myślisz kochanie? - Zapytał się mnie Leon. Kochanie jak to pięknie brzmi.
- O tym jakiego mam wspaniałego chłopaka. - Wyznałam. Cmoknęłam go krótko w usta.
- I najprzystojniejszego. - Dodał.
- Tak i najskromniejszego. - Powiedziałam.
- Tak to też. - Przyznał mi rację. - Ale musisz przyznać, że najlepiej całuję. - Oznajmił.
- Nie całujesz tak najlepiej. - Zaczęłam się z nim droczyć.
- Tak myślisz? - Zapytał się mnie. Przewrócił nas tak, że ja leżałam na ziemi, a on nade mną. Pokiwałam radośnie głową. - To się przekonamy. - Odezwał się. Wbił się w moje usta. Nasz pocałunek był bardzo namiętny. Wyrażał naszą miłość do siebie. Jak ja go kocham. Jest moim promyczkiem, który oświetla mi dzień.
- Najlepiej całujesz. - Przyznałam mu rację po oderwaniu.
- Już powinniśmy wracać. Robi się ciemno. - Zasugerował Leon. No faktycznie już się ściemniało. Chłopak wstał i podał mi dłoń, żeby pomóc mi wstać. Chwyciłam ją, on mnie lekko pociągnął do góry. Wyszliśmy z lasu. On mnie odprowadził pod dom.
- Wejdziesz? - Zapytałam się.
- Nie, już powinienem wracać do domu. - Oznajmił.
- Dobrze. Jak już tam będziesz wyślij mi SMSa. - Powiedziałam. Martwiłam się o niego i chciałam wiedzieć czy dojdzie bezpiecznie do domu.
- Dobrze kochanie. - Zgodził się. Pocałowałam go w policzek i weszłam do domu. Byłam cała rozpromieniona.
- Gdzie byłaś? - Zapytał się mnie Fede siedzący na kanapie wraz z Ludmiłą.
- Ja już się domyślam z kim była. - Szepnęła blondynka.
- Byłam z Leonem. - Wyznałam. Na wspomnienie dzisiejszego dnia uśmiechnęłam się.
- Opowiadaj jesteście razem? - Zapytała się.
- Jesteśmy razem. - Oznajmiłam. Razem z Lu zaczęliśmy piszczeć ze szczęścia i skakać po kanapie. Moje szczęście to również jej szczęście. Federico od naszych krzyków zatykał uszy.
- Co tu się dzieje? - Usłyszeliśmy głos naszego ojca.
- Violka się zakochała. - Powiedział mój braciszek.
- Czy to nie jest za wcześnie? Przecież ona jest taka mała. - Zapytał się mój tata.
- Nie tato, ona już nie jest mała, jest już kobietą. - Oznajmił Fede. Ojciec wyszedł z salonu.
- Jestem już trochę zmęczona. Pójdę się położyć. - Powiedziałam.
- Idź śnij o swoim księciu. - Odezwała się Lu. Udałam się do swojego pokoju. Wykonałam wieczorne czynności. Przebrałam się w piżamę. Położyłam się na łóżku. Usłyszałam dźwięk przychodzącego SMSa. Szybko sięgnęłam po telefon. Odblokowałam urządzenie. Weszłem we wiadomości.

Od: Leoś:*
Już jestem w domu.
Kocham Cię♥

Do: Leoś:*
Ja Cię kocham bardziej.♥♥

Od: Leoś:*
Nie, bo ja. ♥♥

Do: Leoś:*
Nie, bo ja Cię kocham bardziej♥♥♥

Od: Leoś:*
Będziemy się o to kłócić?
Uznajmy, że kochamy się tak samo.
I tak wiemy, że ja bardziej Cię kocham:*

Do: Leoś:*
Niech Ci będzie.

Od: Leoś:*
Dobranoc księżniczko:*
Śnij o mnie:)

Do: Leoś:*
Kolorowych snów księciu:*
A ty o mnie♥

Już więcej nie usłyszałam odpowiedzi. Odłożyłam telefon na półkę obok. Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Po chwili odpłynęłam do krainy Leon.
            Dzisiaj są walentynki. Nigdy nie obchodziłam tego święta. Teraz to się chyba zmieni, bo mam chłopaka. Jesteśmy razem pół roku. Chodzę do studia On Beat z Ludmiłą. Jesteśmy w jednej klasie. Leon i Federico też się tam uczyli, ale już ukończyli szkołę. Leon jest kochany i wspaniały, ale jednak on może nic nie planować na ten dzień. Ważne jest to, że spędzimy razem czas. To jest najważniejsze. Postanowiłam się ładnie ubrać. Założyłam białą sukienkę z Chanel i czarne szpilki. Na rękę wkładam ulubioną bransoletkę, na uszy długie kolczyki. Włosy kręcę lokówką. Robię makijaż. Usta czerwone, a oczy są delikatnie pomalowane. Efekt mi się bardzo podoba. Słyszę dzwonek do drzwi. To na pewno on. Biegnę z szybkością światła prawie się nie zabijając na schodach. Słyszę głośny śmiech brata.
- Jeśli kocha to poczeka. - Mówi Federico. Zaraz oberwie. Zmroziłam go wzrokiem. Otworzyłam drewnianą konstrukcję. Moim oczom ukazuje się mój ukochany. Wygląda bosko. Mój uśmiech się poszerza widząc Leona.
- Witaj kochanie. - Całuje mnie krótko w usta.
- Hej. - Przywitałam się z nim.
- To dla Ciebie. - Za pleców wyjmuję czerwoną różę.
- Dziękuję. - Przyjmuję kwiatka. Wpuszczam go do środka. W salonie znajduje się roześmiany Fede.
- A jemu co? - Zapytał się Leon. Wzruszyłam tylko ramionami. Wkładam podarunek od mojego chłopaka do wazonu. Zabieram z pokoju małą torebkę.
- Możemy już iść. - Mówię do Leona. Chłopak pomaga mi założyć płaszcz.
- Gdzie idziemy? - Pytam się szatyna.
- To niespodzianka. - Powiedział tajemnico. Złapał mnie za rękę. Kierowaliśmy się stronę jego domu. Czy kiedyś wspominałam, że on mieszka sam? Wchodzimy do środka. W pomieszczeniu panuje mrok, który oświetlają świeczki. Na podłodze są rozsypane płatki róż. Stoi pięknie nakryty stół. Tu jest pięknie. W tle gra wolna muzyka. Mój chłopak się postarał. Kocham go z całego serca. Odwracam się do niego. Stoi z bukietem czerwonych róż. Moje oczy są zaszklone.
- To dla Ciebie skarbie. - Podaje mi kwiaty. Po moim policzku spływa łza wzruszenia. - Nie płacz księżniczko. - Ściera mi łzę kciukiem.
- To z wzruszenia. Nigdy nikt się dla mnie tak nie postarał jak ty. Jesteś cudowny. - Powiedziałam.
- Jesteś tego warta. - Oznajmił.
- Kocham Cię. - Szepnęłam.
- Ja Ciebie też kocham. - Wyszeptał. Pocałował mnie w usta. Ten pocałunek był delikatny i namiętny tak jak za pierwszym razem.
- Zapraszam. - Powiedział po oderwaniu odsuwając mi krzesło. Usiadłam przy stole, a on zajął miejsce przede mną. Zaczęliśmy jeść przygotowany posiłek przez mojego chłopaka.
- Pięknie wyglądasz przy blasku świec. - Skomentował mnie Leon.
- Dziękuję. - Podziękowałam się rumieniąc. Zawsze chyba będę się rumienić na jego komplementy. To się chyba nigdy nie zmieni.
- Zatańczysz? - Zapytał się stojąc przede mną. Podał mi swoją dłoń, po chwili ją chwyciłam. Zaczęliśmy tańczysz w swoich objęciach wtuleni w siebie. To są najlepsze walentynki w moim życiu.

- Mamusiu co było dalej? - Pyta się moja sześcioletnia córeczka Kate wtulona we mnie.
- Wzięliśmy ślub, a potem urodziłaś się ty. - Odpowiada na jej pytanie Leon, który wszedł do salonu. Usiadł koło nas. Mała przeniosła się na jego kolana. Ona jest oczkiem w głowie tatusia.
- Kocham Was. - Powiedziałam.
- My Ciebie też mamusiu. - Odpowiada moja księżniczka. Leon przyciąga mnie do siebie. Wtulam się w jego tors. Mam wspaniałą rodzinę.
- Kate czas już iść spać. - Powiedział mój mąż. Jesteśmy małżeństwem od 7 lat. W nocy poślubnej została poczęta Kate. Leon idzie położyć naszą córkę spać. Po chwili wraca.
- Śpi? - Pytam się.
- Tak. - Odpowiada. - Jak się czuje najpiękniejsza kobieta? - Zadał mi pytanie Leon.
- Dobrze. - Odpowiadam. Po chwili poczułam kopnięcie dziecka. Jestem w 7 miesiącu ciąży. - Nasz synek strasznie kopie. Chyba zostanie piłkarzem. - Mówię. Mój ukochany podwija moją bluzkę i całuje mój brzuszek..
- My Ciebie też kochamy. Już nie możemy się doczekać aż przyjdziesz na świat. - Szepcze mężczyzna, a mały się uspakaja. Leona głos go uspakaja. Moje życie się zmieniło. Mam wspaniałego ojca, brata, szwagierkę czyli Ludmiłę, siostrzenicę, która ma 5 lat. Ma na imię Anabell. Mam kochanego męża i córeczkę i następne dziecko w drodze. Moje życie jet piękne. Wreszcie się dowiedziałam jak może być wspaniałe życie. Nic więcej nie potrzebuję.
- O czym myślisz? - Zapytał się mnie Leon.
- O tym jakie moje życie jest cudowne. - Odpowiedziałam. - Kocham Cię. - Wyszeptałam.
- Ja Ciebie też. - Szepnął. Cmoknął mnie w usta.


****
Kolejny fantastyczny os *-*

poniedziałek, 2 maja 2016

III miejsce: On Shot Patty

   

  Miałam wszystko, rodziców, wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka, najlepszego brata na świecie, a teraz? Teraz nie mam nic. Wszystko zniknęło dwa lata temu, tata z mamą zginęli w pożarze domu, przyjaciele nie chcieli zadawać się z sierotą, brat wyjechał do Stanów. Jednak z Federico utrzymujemy kontakt, regularnie piszemy do siebie czy dzwonimy, stara się zarobić na życie w Cancun. W najbliższym czasie chce przejąć nade mną opiekę, tylko musi wynająć jakieś mieszkanie, a do tego czasu będę mieszkać w tym przeklętym domu dziecka. Tutaj wszystko jest takie trudne. Pokój mam sama, nikt za mną mnie przepada. Opiekunowie również nie traktują mnie najlepiej. Może z wyjątkiem Clary, która stara się, abym czuła się szczęśliwa. Jakby tego było mało, dzisiaj ma dołączyć kolejna osierocona osoba, tym razem chłopak. Jednak nie to mnie zszokowało, tylko to, że ma zamieszkać ze mną w pokoju z powodu braku wolnych miejsc u płci męskiej. Chciałabym zaprotestować, ale wiem, że to i tak nic by nie dało. Mam jednak cichą nadzieję, że jakoś się dogadamy, w końcu nie może być tak źle. Nie przeliczyłam się.
- Violetto. To jest Leon, od dzisiaj będzie dzisiaj Twoim współlokatorem.- powiedziała Clara, wchodząc z szatynem u boku- Ja was w takim razie zostawiam, abyście się poznali. O dziewiętnastej kolacja.
- Cześć, jestem Violetta i mam nadzieję, że będzie nam się dobrze mieszkać.
- A ja Leon, co już wiesz. Miło mi Cię poznać, skoro mamy ze sobą dzielić pokój to może mi coś o sobie powiesz? Oczywiście się zrewanżuję.- powiedział z lekkim uśmiechem, który odwzajemniłam- To co? Umowa stoi?
- Stoi.- podałam mu rękę, którą niepewnie uścisnął, a ja dopiero teraz zauważyłam, że spod jego rękawa wystaje proteza, jednak nie dałam po sobie tego poznać.- Hmm... No to tak, nazywam się Violetta, mam 16 lat, jestem sierotą, ponieważ moi rodzice zginęli w pożarze domu, mój brat walczy o opiekę nade mną, kocham kolor pomarańczowy oraz niebieski, mam uczulenie na kokos. Nie lubię kisielu oraz pomidorów, ogólnie warzyw. Czasami śpiewam. Teraz ty.
- A więc, mam 17 lat, mój tato umarł trzy lata temu w katastrofie lotniczej, a matka wyjechała nie wiadomo gdzie, uwielbiam kolor czarny i niebieski, zawsze chciałem mieć psa, lubię śpiewać i tańczyć. Mam uczulenie na cytrusy i wszystko co jest z nich zrobione. Nienawidzę fałszywych ludzi i tak jakby jestem niepełnosprawny. Mam nadzieję, że nie będziesz się na mnie wyżywać.
- Nie śmiałabym. Dla mnie nie ma różnicy czy ktoś może na przykład chodzi czy nie. Ważne jest to co ma się w środku i jakim się jest.
- Kolacja!- usłyszeliśmy głos kucharki, od razu udaliśmy się na dół do jadalni
      Kiedy weszliśmy do pomieszczenia, w którym byli już wszyscy, momentalnie wzrok dziewczyn powędrował na nas. Widziałam w ich oczach pewien rodzaj zazdrości. W tamtym momencie czułam się szczęśliwa, a zarazem dumna, że w końcu mam kogoś z kimś się dobrze dogaduje. Wracając do teraźniejszości, Leon usiadł na wolnym miejscu obok mnie. Zawsze jest puste, ponieważ nikt nie chciał siedzieć przy mnie. Kątem oka ujrzałam minę Casandry, która uważa się za najważniejszą, widać było, że już knuje coś przeciwko mnie, jak zawsze. Cóż, przywykłam do tego. Nie zadręczając się tym wszystkim, zaczęłam konsumować posiłek przygotowany przez Kate. Co jakiś czasem posyłałam Leonowi uśmiech, który od razu odwzajemniał. Po skończeniu kolacji odłożyliśmy naczynia do kuchni, po czym we dwójkę wróciliśmy do naszego pokoju. Od razu zaczęliśmy się dalej poznawać, okazało się, że chłopak nosi protezę, po tym jak przez przypadek spadła na nią wielka szafka. Mi nie robi to dużej różnicy, ważne jest to, że dobrze się dogadujemy.
Jakiś czas później
     Minęły dwa tygodnie odkąd Leon pojawił się w tutejszym domu dziecka, a my już zdążyliśmy zostać najlepszymi przyjaciółmi. Niestety wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Już wyjaśniam, przedwczoraj dzwonił Federico, za tydzień przyjeżdża mnie stąd zabrać. Kupił mieszkanie niedaleko i kurator pozwolił na zamieszkanie z nim. Boję się jednak o nasze relacje z meksykaninem, kiedy ja się wyprowadzę on zostanie sam, wtedy Casandra będzie mogła na spokojnie owinąć go sobie wokół palca. Mam jednak cichą nadzieję, że nie jest tak głupi i nie ulegnie rudowłosej. A skoro o niej mowa, to ostatnio w ogóle się nie odzywa, jakby jej nie było. W końcu odkąd pamiętam próbowała zwracać na siebie uwagę, a teraz taka cicha się zrobiła. Czyżby to była cisza przed burzą?
- Casandra nie! Mówię Ci to piąty raz.- usłyszałam jego głos zza drzwi, wiem, że nie ładnie jest podsłuchiwać, ale już tak mam
- No, ale dlaczego? Ze mną byłoby Ci lepiej. Zostaw tą sierotę i bądź ze mną.
- Daj spokój, mówię Ci stanowcze nie. Violetta to najważniejsza osoba w moim życiu, a ty nią nigdy nie będziesz. Zrozum to wreszcie.- od razu zrobiło mi się lepiej, to co powiedział było bardzo słodkie i miłe
- Jeszcze pożałujesz tego, że mi odmówiłeś. Casandra odchodzi!
- I odejdź jak najdalej. Mnie i tak za niedługo tutaj nie będzie.
- Co powiedziałeś?- ruda zawróciła- Dlaczego?
- Brat Vilu mnie również zabiera, taki suprise rudzielcu. Cześć!
      Szczęśliwa powędrowałam na swoje łóżko myśląc o tym wszystkim. Owszem mówiłam Fede, że nie chcę zostawiać Leona, a on również jego postanowił zabrać do siebie. Nie wiem jak ja się mu odwdzięczę. Chwyciłam pierwszą lepszą książkę i udawałam, że ją czytam, a tak naprawdę cieszyłam się jak małe dziecko, które dostało lizaka. Nie mogę uwierzyć, że zamieszkam z najlepszym przyjacielem. Czuję, że będzie to przyjaźń na wieki, a może kiedyś coś z tego wyniknie? Kto wie, przekonamy się w niedalekiej przyszłości...

****
Cudowny <333

Wyróżnienie: ,,Nigdy tego nie porzuciłam" Jagoda Castillo


~ "W mojej walizce pozostała jedynie pustka
Twoja poezja błaga mnie o powrót"

- Olivia musimy już iść, bo spóźnimy się na samolot - wołam moją córkę. Jest już taka duża, ma już 5 lat.
- Jestem gotowa mamusiu, mam już wszystko co potrzebne - mówi z  powagą, a ja nie mogę powstrzymać śmiechu.
- Czyli myślisz, że lalka i misiu, ci wystarczą. Nie potrzebujesz  jedzenia, ubrań... - śmieję się. 
- W sumie masz rację - stwierdza. 
- Leć już do samochodu ja wszystko przyniosę, zaraz przyjedzie też ciocia Ludmił - mówię, po czym podchodzi do mnie, widzę że chce mnie przytulić, więc kucam przy niej. Olivia obejmuje mnie. Jest taka podobna do Leona, odziedziczyła po nim prawie wszystko: szmaragdowe oczy, pełen uśmiech i dołeczki. Jest po prostu jego damską i mniejszą kopią.
- Mamusiu, a czy w końcu poznam  mojego tatę - pyta, na co ja zamieram. Chciałabym, żeby się poznali. Nadal go kocham. Ta katastrofa lotnicza, była najgorszym wydarzeniem w moim życiu. Gdybym się wtedy nie zgodziła na ten koncert w Stanach. Wszystko byłoby tak jak dawniej. Straciłam pamięć, na szczęście dzięki terapii ją odzyskałam. Jedyną dobrą rzeczą, jest to że poznałam Ludmiłę, nie czułam się taka samotna w Nowym Yorku. Szkoda, że dopiero po prawie 4 latach od wypadku. Marzę, żeby znowu spotkać Leona, uściskać go i pocałować....  

~ "Znów ten sam scenariusz, to znów ja
Wciąż jestem tutaj
Bo teraz twoja droga wyrównuje się z moją" 

Jesteśmy już w Buenos Aires. Jedziemy właśnie do nowego domu, który kupiłam. Chcę jeszcze dzisiaj spotkać się  z Francesca. Bardzo za nią tęsknie, była moją najlepszą przyjaciółką, nie... ona była kimś więcej, była dla mnie jak siostra. Zawsze mnie wspierała nawet w tych najgorszych momentach, takich jak śmierć moich rodziców, pocieszała mnie kiedy pokłóciłam się z Leonem. Ciekawe co u niej i u reszty. 
- Mamo? To jest nasz nowy dom? - spytała przyklejając twarz do szyby taksówki. Z zewnątrz musi to wyglądać zabawnie.
- Tak, podoba ci się? - pytam z nadzieją.
- Jest piękny, jak dla księżniczek - stwierdza z powagą.
- Bo właśnie księżniczki będą w nim mieszkały - wtrąca się Ludmi.
- Ty jak zawsze skromna - oznajmiam ze śmiechem. 
- Ja tylko stwierdzam fakty - wyjaśnia mi przyjaciółka.
Płacimy odpowiednią sumę kierowcy, po czym udajemy się z walizkami w kierunku drzwi. Otwieramy je i wchodzimy do środka. Wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Jest cudowny, jasny i przestronny. May wielki salon z kominkiem, i wielkimi oknami na ogród, przez które widać basen i mały plac zabaw. Olivia będzie, bardzo szczęśliwa kiedy to zobaczy, zawsze o tym marzyłam. Oglądamy cały dom, jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Każda z nas zachwyca się swoim pokojem. 
- Lu zaopiekujesz się małą i zrobisz jej coś do jedzenia - pytam z nadzieją w głosie. 
- Oczywiście, wychodzisz? - pyta, na co ja głośno wzdycham.
- Chcę spotkać się z dawną przyjaciółką, chociaż pewnie przeprowadziła się - oznajmiam z żalem.
- Nie martw się, na pewno ją znajdziesz, a co z Leonem? - pyta, po czym zamieram.
- Nie wiem Lu, nie wiem - oznajmia po czym wychodzę. 

 ~  "Twoja poezja błaga mnie o powrót
Odejście ode mnie było tylko doświadczeniem
I już to wiem"

Kieruję się w stronę dawnego domu Francesci, idę pieszo bo chcę przemyśleć kilka spraw. Po drodze udaję się także do parku. Przypominam sobie wszystkie chwile spędzone tutaj. Często przychodziłam tutaj z Leonem. Jest już prawie przy ławce, na której pierwszy raz się pocałowaliśmy. Dochodząc do niej, widzę całującą się parę. Podchodzę bliżej, ten chłopak wydaje mi się znajomy. Wysoki, dobrze zbudowany brunet... Zamieram. To jest Leon. Całuję się z jakąś dziewczyną na naszej ławce! Czuję jak po policzku zaczynają spływać mi łzy. To boli... Bardzo...
Wchodzę do domu, jest już bardzo późno dziewczyny pewnie już śpią. Nie mogłam wrócić wcześniej... Musiałam to wszystko przemyśleć. Moje plany się zmieniły. Wchodzę do salonu zapalam światło, po czym zauważam siedzącą na fotelu Ludmiłę.

- Co się stało? - pyta zauważając moje opuchnięte i zaczerwienione oczy i rozmazany makijaż.
- Leon.. on ma kogoś - mówię, po czym wtulam się w nią.
- Może to nie był on, może go z kimś pomyliłaś - stwierdza. 
- Wszędzie go rozpoznam, pomimo tego że teraz stawia sobie grzywkę na żel i bardziej przypakował - oznajmiam.
- Rozmawiałaś z nim? - pyta. 
- Nie widziałam jak całuje się z jakąś dziewczyna, na naszej ławce - mówię z trudnością.
- A powinnaś to zrobić, ma prawo wiedzieć o Olivii - stwierdza, pewna swojej racji.
- Nie chcę niszczyć mu życia. Musiało mu być ciężko kiedy myślał że zginęłam. Cieszę się, że ułożył sobie życie i jest szczęśliwy - mówię, chociaż nie jest to do końca prawda.
- Skąd wiesz, że jest szczęśliwy – nie daje za wygraną.  
 Nie wiem, ale znam Leona i jestem pewna,że gdyby jej nie kochał, nie byłby  z nią, a teraz przepraszam, ale jestem zmęczona i idę spać – mówię, kierując się w stronę pokoju. Słyszę jak Ludmiła ciężko wzdycha. Kładę się do łóżka, ale długo nie mogę zasnąć, cały czas mam przed oczami obraz Leona i tej dziewczyny. Bardzo chciałabym mu powiedzieć że mamy córkę, owoc naszej miłości, ale nie zrobię tego. Nie zniszczę mu życia, za bardzo go kocham. Chcę żeby był szczęśliwy. Olivię wychowam sama tyle lat tak było i dawałam radę….
~ "Szukałam piękna
I odnalazłam je w głębi tej prostoty
Szukałam w swojej przeszłości
Bo mówili mi, że tam jest prawda
W gruncie rzeczy wiem, że dobro zwycięża
I wierzę w to tak jak reszta ludzi "

Jestem właśnie z Fran w kawiarni. Na szczęście ciągle mieszka tam gdzie kiedyś,. Nic się nie zmieniła i nadal jest z Diego. Kiedy mnie zobaczyli w drzwiach, nie mogli uwierzyć. Ich miny były bezcenne. Spytali się, czy to jakieś żarty ale później, im wszystko wyjaśniłam byli bardzo zaskoczeni i winili siebie, że mnie nie szukali. Fran nie wie jeszcze o Olivii i o tym że, widziałam Leona. Ale mam zamiar jej powiedzieć, wiem że mnie nie wyda. Ufam jej, ona nigdy mnie nie zawiodła. Opowiedziała mi, co się u niej wydarzyło przez te kilka lat.

-  Wczoraj widziałam Leona - oznajmiam.
- To cudownie, że już się spotkaliście. Jak zareagował? - pyta zaciekawiona.
- On mnie nie widział Fran - mówię próbując ukryć smutek. przypominając sobie wczorajsze zdarzenie. 
- Jak to? Nie rozumiem - widzę po jej minie, że jest zdziwiona.
- Widziałam go jak całował się z jakąś dziewczyną - oznajmiam, próbując powstrzymać łzy, które zaczynają napływać mi do oczu.
- Violetta... - widzę, że chce mi coś wyjaśnić, ale nie daje jej dojść do słowa.
- Nic nie mów cieszę się, że ułożył sobie życie i jest szczęśliwy - stwierdzam.
- Ale... - nie daję jej dokończyć.
- Nie Fran ja i tak jutro wracam, to już postanowione. 
- No ale, Vilu... - przerywam jej.
- Proszę cię nie chce o tym rozmawiać. Muszę powiedzieć ci coś ważnego - mówię z powagą.
- Co takiego? - pyta, widzę że się zaniepokoiła. 
- Kiedy 5 lat temu, zdarzył się ten wypadek byłam w ciąży, na szczęście dziecku nic się nie stało i mam teraz córkę Olivię - oznajmiam, widzę po jej minie że jest w szoku.
- To córka Leona - pyta zdezorientowana.
- Tak,  ale nie chcę żeby on o tym widział. Mogę na ciebie liczyć. - pytam, wiedząc że Fran mnie nie zawiedzie.
 - Violetta on ma prawo wiedzieć - mówi.
- Obiecujesz? - ignoruję to co powiedziała. 
- Ale... Tak obiecuję - mówi.
- Dziękuje i koniec tego tematu, opowiadaj co u innych - Fran zaczyna mi wszystko opowiadać. Jak zawsze cała podekscytowana. Cała Fran tak bardzo za nią tęskniłam. 

Siedziałyśmy jeszcze trochę w kawiarni. Później udałyśmy się do mojego domu. Francesa i Ludmiła znalazły wspólny język i bardzo dobrze się dogadują. Moja córka, też ja bardzo polubiła, dość długo razem się bawiły.
- Obiecujesz że będziesz dzwonić – pyta smutna Fran
- Oczywiście nie chcę znowu stracić kontaktu - odpowiadam pewna swoich słów.
- Szkoda że wyjeżdżasz, powinnaś... - nie daję jej dokończyć, już wiem co chce powiedzieć.
- Fran proszę tak będzie najlepiej dla wszystkich - oznajmiam, widzę że ma ochotę jeszcze coś powiedzieć, ale się powstrzymuje.
- Będę tęsknić – mówi i mnie przytula, odrywa się ode mnie, uśmiecha się i odchodzi.
 ~  "Dam ci więcej
Niż jest do oddania
Teraz wiem
Bez wątpienia, jak wiele fantazji
Chcemy zostawić
A ona wróci, gdy odejdziemy"

Francesca

Nie pozwolę, żeby Violetta popełniła największy błąd życia. Muszę powiedzieć Leonowi  że ona żyje. On cały czas ją kocha. Z Larą  jest tylko po to aby nie myśleć o Violi. Jestem pewna, iż  oni jeszcze będą razem. Udaje się do domu Leona. Otwiera mi drzwi i widzę że jest zdziwiony, dawno się nie widzieliśmy.

-  Co cie tu sprowadza Fran- pyta, zdziwiony moim widokiem.
- Musisz wiedzieć coś bardzo ważnego – mówię, po czym ruchem ręki zaprasza mnie do środka wchodzę i siadam na sofie.
 - Możesz mi nie wierzyć, ale…. – opowiadam mu o wszystkim co powiedziała mi Viola, pomijam tylko to że mają dziecka. Tego powinien się dowiedzieć od Violetty. Widzę po jego minię że jest tym oszołomiony i nie do końca mi wierzy. Nie dziwię się sama nie mogłam w to uwierzyć.
-  Czemu nie przyszła do mnie? – pyta zmartwiony i zdezorientowany. 
- Widziała ciebie i Lare, stwierdziła że  nie chce niszczyć twojego szczęścia - oznajmiam.
- Ja nadal ją kocham i wcale nie jestem szczęśliwy, tak poz tym dzisiaj zerwałem z Larą to było nie porozumienie, cały czas widziałem w niej Violettę – mówi, co bardzo mnie cieszy. 
- Ona jutro wraca do Nowego Yorku – oznajmiam, po czym widzę, że w jego oczach pojawia się ból. 
- O której? – pyta.
- O 7 rano ma samolot - oznajmiam. Nie powinnam mu tego mówić, ale nie mogę pozwolić żeby oni cierpieli bez siebie.
Nie mogę do tego dopuścić...

~  "Znów ja, znów ja
Znów ty, znów ty
Zawsze szukający się w ciemności
I wreszcie pojawi się światło
Pojawi się światło..."

Jesteśmy już na lotnisku. Już za chwile mam wylot. Muszę zamknąć rozdział o tytule: "Leon" oraz zacząć żyć na nowo. Chcę zająć się projektowaniem ubrań. Najważniejsza w moim życiu jest i będzie Olivia, wychowam ją jak najlepiej będę potrafiła. Zaraz udajemy się na odprawę, czekam tylko na Lu i Olivię, które są w toalecie.

- Violetta – słyszę znany mi dobrze głos. Zamieram i odwracam się widzę Leona, który biegnie w moją stronę. Próbuję się odwrócić, aby mnie nie zauważył. Niestety już po chwili czuję przyjemne mrowienie na moim ramieniu, za które mnie złapał.
- Vilu, proszę nie wyjeżdżaj daj nam szansę, bez ciebie jestem nikim cały czas jesteś w mojej głowie i sercu, ja nadal cię kocham i wiem że ty czujesz to samo - mówi, nie wiem co mam mu odpowiedzieć. To prawda nadal go kocham, ale my nie możemy być razem.
- Leon, ja... – nie daje mi dokończy, ponieważ wpija się w moje usta. Na początku jestem zaskoczona, ale po chwili oddaję pocałunek. Odrywam się od niego, chociaż było mi tak bardzo dobrze, znowu czułam te motylki w brzuchu jak podczas naszego pierwszego pocałunku. Tęsknił za smakiem jego ust i za tymi jego perfumami ciągle używa tych samych. Uwielbiam ten zapach. 
- Leon ty masz dziewczynę, nie niszcz sobie życia - oznajmia, chcąc odejść.
-  Zniszczyłbym je dając ci wyjechać, Violetta daj nam szansę - mówi, trzymając moje dłonie i patrzy mi prosto w oczy. Czuję się jak zahipnotyzowana, nie mogę tego zrobić. Nie potrafię żyć bez niego.
- Leon... „Ja nigdy nie przestałam cię kochać, ja nigdy nie przestałam rozmyślać o tobie, nigdy tego nie porzuciłam”– widzę jak w jego oczach pojawiają się iskierki. Przytula mnie  mocno i obraca wokół własnej osi, po  czym namiętnie całuje. Czuje, że ktoś przyczepił się do naszych nóg. Spoglądam… Olivia 
- Mamusiu kto to? – pyta widzę zdziwienie na twarzy Leona.
- To jest twój tatuś córeczko – Leon patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem. Widzę że chce o coś zapytać, ale ja tylko kiwam głową. Leon kuca i przytula naszą córkę. Czuje jak po moim policzku spływa łza. Leon bierze mała na ręce i podnosi się oraz jednym ramieniem mnie obejmuje, trzymając naszą córkę na rękach.  
- Nie płacz kochanie - mówi, ścierając łzę, z mojego policzka.
- Ale to łzy szczęścia - oznajmiam mocniej się w niego wtulając.
- Bardzo was kocham i będziemy razem szczęśliwi już na zawsze razem i nic nas nie rozdzieli - mówi pewien wypowiedzianych słów. Bardzo mocno mnie przytula. Daje mi buziaka w policzek, tak samo postępuje z naszą córką.
"Widzisz, taka właśnie jestem
Powiedziałeś: Wróć
A ja już tutaj jestem... "

****
On Shot jest genialny, ale nie mogłam każdemu (niestety) dać 1 miejsca...

Wyniki konkursu :o ♥


I miejsce: Marta Jabłońska (blog)
II miejsce: Patty;* Super (blog)
III miejsce: Patty (blog)
Wyróżnienie: Jagoda Castillo (blog)
Jeszcze dzisiaj powinny pojawić się 2 ostatnie miejsca ;*
Gratuluję wam wszystkim ^^ Każdy on shot był cudowny, ale musiałam wybrać :D

Rozdział 30 ,,Białe róże..."

Dedykuję Oli <3 (Violettcie Vilu)

Leon
- Dziękuję. - mówię do niej, a po chwili zwracam się do szatynki.
- Kochanie wrócę jutro rano. - i wychodzę mówiąc krótkie Do widzenia.
    Kiedy jestem już w domu dzwonię do moich przyjaciół, którzy po niespełna 20 minutach są już u mnie w domu.
- Federico jako jedyny wie po co was tutaj ściągnąłem... - zaczynam patrząc na Włocha. - Violetta jest w szpitalu... - dodaję kiedy wzrok każdego ląduję z powrotem na mnie.
- Aaale jak to? - pyta płacząca już Francesca.
- Zaczęło to się od tego, że {...} no i tak to wszystko się potoczyło. - wyznaję. Dziewczyny płaczą, a chłopacy starają się je uspokoić.
- Idziemy jutro do niej? - pyta Maxi, wszyscy kiwają głowami.
- Zaśpiewamy coś? - zadaje pytanie Naty. - Przecież to nam zawsze pomagało. - dodała kiedy zauważyła zdziwienie na naszych twarzach. 
- Hay algo que tal vez deba decirte.
Es algo que te hace muy, muy bien
Se siente tan real,
esta en tu mente
Y dime si eres quien
tu qieres ser 


Tómame la mano, ven aquí
El resto lo hará tu corazón
No hay nada que no puedas conseguir
Si vuelas alto

Hay mil sueños de colores
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor…

Saber y decidir que hoy es posible
hoy es posible
Y en cada pensamiento vuelvo a ser
Uh vuelvo a ser
Poder imaginar que somos miles
Que somos miles
Y el sueño que comienza a crecer

Tómame la mano, ven aquí
El resto lo hará tu corazón
No hay nada que no puedas conseguir
Si vuelas alto

Hay mil sueños, de colores
No hay mejores ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser 
(wyobraźcie sobie, że zamaias Violetty jest tu Ludmiła)
Vamos a poder cantar
Y unir las voces
Vamos a poder lograr
Quitar los dolores
Y ahora respira profundo
Porque vamos juntos a cambiar el mundo

Hay mil sueños, de colores
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser

Hay mil sueños, de colores
No hay mejores ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor

Hay canciones
De ser mejor
De ser mejor. - kiedy skończyliśmy gadaliśmy jeszcze trochę, ale kiedy zauważyliśmy, że jest już około 23 oni się zebrali, a ja wykonałem wieczorne czynności i odpłynąłem do krainy zwanej Violetta. 
    Obudziłem się i zrobiłem to co zawsze rano. Codzienna rutyna... Niby gwiazda, a wszystko ucichło... Mój manager powiedział, że z powodu tego całego zajścia z Castillo mam wolne, żeby do niej chodzić. Kiedy jadłem śniadanie wziąłem do rąk gazetę, którą wcześniej zabrałem z pod drzwi. Na pierwszej okładce był tytuł WYPADEK, A W TYM CAŁYM ZAJŚCIU LEON VERDAS. Znowu się zaczyna... 
Dnia 1 maja bieżącego roku, zaobserwowaliśmy poczynania meksykańskiego wokalisty Leona Verdas'a. Był wypadek na ulicy handlowej - La Florida, przy którym był właśnie Verdas. Zachowanie gwiazdy po dojściu do wypadku wskazuje na to, że ta dziewczyna była dla niego ważna. Co z nią? Jeżeli będziemy wiedzieć coś więcej poinformujemy was. 
Nie no co za ludzie? Jeszcze do tego moje zdjęcia z Violettą w ramionach. Ugh... Tak to właśnie jest być gwiazdą. Ten cały artykuł zepsuł mi cały humor. Dokończyłem śniadanie i ruszyłem w stronę kwiaciarni, by kupić mojej księżniczce jej ulubione kwiaty. Białe róże...
    Od tamtego wydarzenia minęło pół roku on codziennie przychodził do drobnej szatynki i wręczał jej codziennie te same białe róże...

****
No to ten xD
Powróciłam!
Po 2 tygodniach przerwy :/ 
Nie miałam weny...
Tak mi przykro ;c
No, ale trochę odpoczęłam i wróciła ^^
Mam nadzieję, że nie gniewacie się za bardzo xD
Kocham 
Całuję
Pozdrawiam ;*
Wasza Natalka ♥♥♥ 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 
Księżniczki <333
Theme by Violett